Jedna z sentencji zen mówi, że „trzy rzeczy konieczne na Drodze to wielka wiara, wielka wątpliwość i wielki wysiłek”. Być może choć część Waszych wątpliwości i pytań dotyczących praktyki rozwieje fragment książki Alexandra Poraj-Żakieja „Zen w codzienności” wydanej przez Fundację „Mądrość Wschodu i Zachodu”.

 

Jak praktykować w trudnych chwilach (choroba, kalectwo, śmierć bliskiej osoby, rozwód, utrata pracy)?

 

Pamiętajmy, że zawsze praktykujemy z tym, co już jest, czyli także ze smutkiem, bólem czy lękiem. Jeśli boli nas ząb, to nie idziemy na poduszkę, ale do dentysty. Przy czym podejście do bólu jest takie: nie idę przeciwko temu bólowi, tylko z nim i szukam możliwości zaradzenia. Jednak nie zawsze jest to możliwe. Są choroby, którym towarzyszy stały ból i wtedy trening zen jest zdecydowanie trudniejszy.

W duchu zen jesteśmy i przy tej chorobie, i przy tym bólu, czyli przy wszystkich trudnych uczuciach, a więc takich, jakimi one są. Pamiętajmy, że nie wyeliminujemy bólu z życia. Zawsze będzie się pojawiał, jednak nie oznacza to, że musimy z tego powodu cierpieć.

Cierpienie pojawia się w momencie, kiedy stawiamy opór życiu i temu, co nam przynosi. Nie jesteśmy wtedy przy tym, co już JEST. Ten rozdźwięk między naszymi oczekiwaniami, a tym co oferuje nam życie, powoduje właśnie cierpienie.

Kiedy przestaniemy stawać w kontrze wobec tego, co niesie życie, zyskamy więcej energii, aby rozwiązywać na bieżąco problemy, które napotykamy. Wokół siebie, na ulicy, w pracy, w szpitalach, często spotykamy ludzi, którzy także bez praktyki zen obchodzą się wystarczająco dobrze z trudną rzeczywistością. Takie osoby nie żalą się, ale godnie znoszą problemy i reagują na nie adekwatnie, czyli szukają możliwości rozwiązania. Jednocześnie nie są w stanie wewnętrznej walki z nimi. Dzięki temu odpowiadają na to, co już jest, co się dzieje tu i teraz i tak się organizują, aby żyć w tej problematycznej rzeczywistości bez utraty radości życia.

 

_________________________

Po czym poznać, że praktyka idzie w niewłaściwym kierunku? Czy tylko nauczyciel lub mistrz zen może być dla nas lustrem, czy sami jesteśmy w stanie to wyłapać?

 

Warto być zawsze otwartym na uwagi innych osób i przyglądać się rzeczywistości, aby zobaczyć czy nasza praktyka nie komplikuje jej bardziej. Warto zwracać uwagę na informacje zwrotne, jakie dostajemy od bliskich, nawet jeśli nie zgadzamy się z nimi. Przy czym zaistniała w nas zmiana może czasami wywoływać w bliskich nam osobach opór czy lęk i tego także należy być świadomym. Z biegiem lat dzięki praktyce stajemy się bardziej niezależni od czynników zewnętrznych, ale jednocześnie podejście, że nie zależy mi na opinii innych, jest mi to obojętne, nie jest do końca właściwe. Kiedy pojawia się taka myśl, wtedy stajemy się odrębni od innych i przeczymy w ten sposób jedności.

Czasami niezrozumienie między dwiema osobami np. w związku, jest tak duże, że dochodzi do rozstania, ale nie odbywa się ono w atmosferze obojętności. Zawsze wtedy jesteśmy w kontakcie z trudnymi emocjami, które towarzyszą rozstaniu. W zen nie ma takiego momentu, że coś staje się dla nas obojętne. Z czasem poruszamy się przez życie w coraz większym poczuciu jedności, ale odczuwamy także i ból, i smutek. Często pojawia się pytanie czy samo siedzenie bez prób zachowania obecności w codziennym życiu ma sens? Odpowiedź na to jest krótka: zdecydowanie nie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *