Temat włączania praktyki zen w codzienność czy przenoszenia silniejszej obecności, jaka jest efektem sesshin, do życia rodzinnego i zawodowego regularnie do nas powraca. Tak naprawdę problem ten jest żywy w każdym momencie praktyki. Nasze opinie, poglądy i potrzeby ewoluują, a w życiu osobistym otwierają się coraz to nowe przestrzenie, odkrywamy kolejne możliwości doświadczania życia, docieramy głębiej do wspomnień – zmieniamy się. To wszystko powoduje, że nasza praktyka jest wciąż nowa, świeża. Metamorfozie ulegają też towarzyszące jej motywacje, a wraz z tym pojawiają się oczywiście nowe dylematy.

 

To są zawsze góry złota w naszych snach.
Chciwość bogactwa i honorów trudna do okiełznania.
Gdy poduszka spadnie, a ty nagle się budzisz,
Owiewa cię zimny wiatr, nie zostawiając miejsca na sny.
/Kongyan You/

Przyglądając się w jaki sposób zen może przeniknąć do codziennego życia, zatrzymajmy się dłużej przy samym podziale „duchowość-codzienność”. Czym się różnią, dlaczego stawiamy je po przeciwległych końcach naszego życia, skąd w ogóle taki rozdział?

Już samo postawienie pytania w ten sposób „duchowość a codzienność?” pokazuje, że codzienność przeżywamy tak naprawdę przez pryzmat dualności: ja-ty, my-oni, tak-nie, kocham-nienawidzę, chcę-nie chcę, dobry-zły. Żyjemy tak, jakby cała rzeczywistość składała się z pojedynczych elementów, na dodatek zanurzonych w przestrzeni, którą przecina czas i przestrzeń. I nagle w tym naszym życiu, które kręci się wokół dualności, pojawia się potrzeba doświadczenia duchowego, co automatycznie lokujemy poza dobrze znaną codziennością. Wydaje nam się, że praktyka zen będzie sposobem do bycia lepszym, spokojniejszym, a zazen – czymś, co musimy jakoś pogodzić z naszym życiem, a jeśli nam się to uda, to czeka nas nagroda – przebudzenie.

Czy tak jest rzeczywiście? Czy jest tutaj coś do „godzenia”, „włączania”? Czy jest w ogóle jakaś nagroda?

Popatrzmy na to nieco inaczej – przez pryzmat praktyki zazen: jeżeli zaczynamy doświadczać siebie jako świadomości, to uzmysławiamy sobie, że w zależności od okoliczności ta świadomość może być nieograniczona, poza czasem i przestrzenią, a samo ograniczenie jest jedynie złudzeniem, że „coś jest tu”, w tym konkretnym miejscu, a „coś z kolei w innym”. Ulegamy ułudzie tzw. konkretu, wierzymy, że jest on realny, wydzielony z większej całości, a przez to przestaje być tą całością, staje się właśnie „konkretem”. Tracimy więc zdolność postrzegania w szerszym kontekście, zawężamy widzenie, nie dostrzegamy, że przestrzeń, w której żyjemy, jest nieograniczona.

Tak naprawdę tej nieograniczoności nie jesteśmy w stanie pojąć, ponieważ nasz umysł funkcjonuje sprawnie jedynie w pewnych zakresach percepcji. Aby orientować się w rzeczywistości, która go otacza, potrzebuje posługiwać się porównaniami, a skoro nie może nieograniczoności z niczym porównać, to nie jest w stanie jej pojąć. Skupia się więc na drobiazgach, na tym, co poprzez rozróżnianie może zaklasyfikować, porównać i przez to poczuć się bezpiecznie. Wtedy też nie opuszcza go wrażenie, że jest czymś w rzeczywistości, a nie, ze po prostu jest nią.

Tymczasem tak jak przestrzeń fizyczna, w której na co dzień żyjemy, tak i nasza świadomość jest nieograniczona. Dopiero nasze myśli dzielą ją, co daje złudzenie ograniczenia i odrębności, a to z kolei powoduje poczucie samotności oraz budzi tęsknotę, którą nie zawsze potrafimy odpowiednio określić. Dlatego też zazen, którego podstawą jest nietworzenie „ścian” w umyśle, uświadamia nam – a właściwie powoduje, że uświadamia się! – że rzeczywistość sama w sobie jest jednością i nieskończonością. Tak naprawdę, to nawet trudno powiedzieć, ze to my sobie coś uświadamiamy, bo kiedy to się dzieje, to nas – rozumianych jako ten konkretny podmiot, tożsamość – nie ma. Jest tylko TO! I tylko TO uświadamia się!

W czym więc tkwi problem „godzenia zen z codziennością”?

Skoro tak bardzo staramy się doświadczyć przebudzenia, skoro na tym „chceniu” opiera się nasza motywacja do praktyki, a jednocześnie słyszymy czy czytamy, że „każdy z nas TYM jest” oraz że „TEGO nie da się osiągnąć, bo to już JEST”, to dlaczego tak trudno nam to zauważyć? Przecież my „chcemy tego doświadczyć”. To proste: poza tym, że działanie naszego umysłu opiera się na rozróżnianiu, to dodatkowo ta Jedna Przestrzeń, to doświadczenie Nieograniczoności, nie wywołują w nas jakiś specjalnych uczuć, a przynajmniej nie takich jakich oczekiwalibyśmy zaczynając praktykę. ONA po prostu JEST.

Być może więc przegapiamy to doświadczenie? Być może czekając na jakiś wyobrażony sobie obraz przebudzenia nawet nie zauważamy, że to JEST? Dopiero, kiedy siła tego stanu, jest na tyle duża, że zauważamy wyraźną zmianę, zaczynamy próbować o tym mówić i w zależności od osobowości jest to spokojna relacja albo pełna uniesienia opowieść. Jednak zawsze jest to tylko relacja z naszej reakcji na doświadczenie przebudzenia, a nie opis samego doświadczenie. Ważne, aby słuchając czy czytając opisy takich stanów, mieć tego świadomość. Przebudzenie to po prostu „JEST”, nic więcej, a jednocześnie to NIC wiele zmienia w naszym organizowaniu się w codzienności.

Co w takim razie komplikuje naszą praktykę?

Przede wszystkim – oczekiwanie na przeżycie czegoś, co wywoła w nas ekstazę, ponieważ szukamy wtedy czegoś, co będziemy mogli ocenić poprzez emocje. Tego w tym doświadczeniu, jakie daje zen, nie znajdziemy. Tutaj nie ma emocji, uniesień, fajerwerków; to oferują jedynie opisy pewnych osób, a pewnych z kolei nie … Być może cała trudność w praktyce sprowadza się właśnie do tego, do rozczarowania tym czego tak bardzo oczekujemy?

Co większość z nas ma na myśli mówiąc o duchowości?

Zostańmy teraz chwilę przy słowie „święty”, ponieważ od duchowości wiedzie skrót myślowy właśnie do świętości. Świętość rozumiana i doświadczana z perspektywy zen czy mistyki chrześcijańskiej to nic innego jak Jedność, Niepodzielność, Bycie Całością. W naszej kulturze kojarzona jest natomiast się z niedzielą czy innym wyjątkowym dniem w tygodniu, czyli tzw. „dniem świętym”. Tutaj mamy doskonałą grę słów: „święty” – cały, jeden i „niedziela”- niepodzielony. Dzień święty to właśnie dzień, kiedy nie wchodzimy w dualność, nie idziemy w działanie „ja-ty”, „mi-tobie”, ale jesteśmy i doświadczamy stanu JEST. Stąd też niedziela była kiedyś uznawana jako dzień bez pracy, co ułatwiało bycie „przy sobie”, nie rozpraszanie się zajęciami. Była traktowana nie jako dzień święty w sensie lepszy, moralniejszy, właściwszy, ale właśnie jako dzień, kiedy mogliśmy zostać przy tym-co-jest i poprzez pewne rytuały BYĆ. I to była świętość!

W tradycji zen taką niedzielą, czyli momentem bycia w jedności, jest właśnie zazen. Praktyka zen daje nam każdorazowo okazję do „robienia” sobie niedzieli nawet kilka razy w ciągu dnia. Rano może być to dłuższe zazen, a w ciągu dnia kilka jedno- czy dwuminutowych chwil na zatrzymanie się, na zanurzenie w wewnętrznej ciszy, na bycie – w pracy, na zebraniu, w korku, w kolejce do kasy, podczas czasu z rodziną. Nie chodzi przecież o to, aby w codzienności medytować tyle co podczas sesshin. Kiedy jest czas na pracę, to pracujemy, kiedy trzeba coś przemyśleć, to myślimy, ale kiedy możemy tylko być, to nie zapełniajmy tego czasu innymi aktywnościami. Bądźmy.

Tak długo, jak nasze podejście do rzeczywistości będzie oparte o dualność, tak długo ta nasza codzienność zawsze będzie „tylko poniedziałkiem”, czyli czymś „podzielonym”, a przez to sugerującym nam poczucie oddzielenia i samotności. Aby siła doznania, że JESTEM, była na tyle duża, aby nasze „poniedziałki” zmieniać jak najczęściej w „niedzielę”, musimy praktykować regularnie. Bez treningu w codzienności, zen będzie tylko kolejną atrakcją w życiu, elementem wizerunku, a nie Drogą. W pewnym momencie doświadczymy, że ta Droga i tak prowadzi do miejsca, gdzie już jesteśmy … I to będzie cenne rozczarowanie!

Pamiętajmy także, że fenomen zen nie polega na tym, że nagle zrozumiemy rzeczywistość, bo nawet doświadczenie przebudzenia nie daje nam wglądu intelektualnego „jak to działa”. Jednak, jak mówi powiedzenie zen: praktyka nie daje odpowiedzi, ale zabiera pytania, a to kluczowa zmiana.

 

_____________________

Wszystkich zainteresowanych wejściem na ścieżkę praktyki zen, poznaniem kontekstu historycznego zen, doświadczeniem zazen oraz tym jak przenika naszą codzienność, zapraszamy na Kurs WPROWADZENIE DO ZEN, który już we wrześniu w okolicach Warszawy poprowadzi Alexander Poraj-Żakiej. Szczegóły -> TUTAJ

 

Jeśli interesuje Was tradycja zen oraz pogłębianie treningu zen, polecamy lekturę najnowszej książki Alexandra Poraj-Żakieja „Wprowadzenie do ZEN. Historia – Praktyka – Współczesność” -> TUTAJ

Inne tytuły z nurtu ZEN znajdziecie TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *