Demokracja w ostatnich latach staje się coraz częściej obiektem analiz, dociekań i komentarzy. To wszystko za sprawą upadku tezy ogłoszonej zaraz po upadku muru berlińskiego w książce “Koniec Historii” przez Francisa Fukuyamy. Teza ta wywołała gorące intelektualne dyskusje. Jak się okazuje po 30 latach końca historii nie widać, a może nawet należy oczekiwać nowego otwarcia?

 

Opisuję różnych ludzi (…). Wszyscy chcą na nowo określić tożsamość
swoich narodów, przepisać umowę społeczną, a czasami
zmienić zasady demokracji, tak by nigdy nie stracić władzy.
/Anne Applebaum/

 

W takim duchu postrzegam nowa książkę Anne Applebaum pt. “Zmierzch demokracji”. Pytania, które wielu z nas sobie stawiało to: czy demokracja, która pojawiła się po raz pierwszy w starożytnej Grecji, jest równoznaczna z końcem historii ewolucji systemów politycznych oraz czy teraz państwa będą zajmowały się tylko  jej “instalowaniem” na całej planecie? Takie założenie padło w książce Fukuyamy, ale czy nie jest to tylko kwestia naszej małej wyobraźni lub braku pomysłu na inny sposób organizacji społeczeństwa? Może też świadczyć o brak odniesień do historii, gdzie czasem następował duży krok w … tył.

Anne Applebaum ma bardzo różną prasę w Polsce, co zapewne wynika z jej funkcjonowaniu w świecie polityki. Niemniej osobiście bardzo cenię osoby, które obracają się na co dzień w wielu kręgach kulturowych, tak jak autorka. To powoduje, że mają zazwyczaj znacznie szersze spektrum widzenia. Tak więc obojętnie jaki mamy do takiej osoby stosunek, warto przystanąć, może wziąć głęboki oddech, jeśli komuś automatycznie skacze ciśnienie i … posłuchać “co ma do powiedzenia”.

Niestety przez duży etnocentryzm części środowisk politycznych w Polsce, zewnętrzny punkt widzenia jest automatycznie odrzucany jako krytyka. Co oczywiście wiąże się z poczuciem zagrożenia przed utratą własnej tożsamości przez niektóre kręgi polityczne. Takich osób – z szeroką perspektywą – jest naprawdę niewiele, a Anne Applebaum funkcjonuje w aż trzech kręgach kulturowych: polskim, amerykańskim i anglosaskim. To nawet więcej niż ceniony przeze mnie (w zasadzie brytyjsko-polski) historyk Norman Davies.

Uwaga, jeśli funkcjonujesz głównie w obszarze etnocentrycznym, identyfikacja twojej tożsamości z określonym narodem albo wybraną grupą osób z tego narodu jest duża, to może nie sięgaj po tę książkę – szczególnie jeśli jest nie masz ochoty na odrobinę otwarcia się na to, co nowe, nawet jeśli jest niezrozumiałe.

Wracając do samej książki Applebaum, to jest to lektura, która zawiera kilka interesujących wątków i doświadczeń osobistych. Wpisuje się w nurt pytań związanych z kondycją i przyszłością demokracji. Głównym zagrożeniem wskazywanym przez autorkę jest autorytaryzm i populizm, które zadomowiły się na dłużej bądź krócej w przynajmniej kilku krajach. Także takich, które wcześniej działały zdecydowanie bardziej demokratycznie.

 

Książka jest dostępna w księgarni Fundacji Mądrość Wschodu i Zachodu -> TUTAJ

Nie znajdziecie w tej książce odpowiedzi na pytania dlaczego, z jakich powodów, państwa wracają do postaw autorytarnych, pomimo wcześniejszych tragicznych doświadczeń. Nie znajdziecie także odpowiedzi na pytanie, co jest panaceum na obecny stan lub jaki system byłby lepszy, bardziej sprawny, sprawiedliwszy. Niemniej warto sięgnąć po tę książkę z innych powodów.

Jednym z najważniejszych są doświadczenia osobiste autorki, na których oparta jest główna oś książki. Są to spotkania towarzyskie, które odbywały się w gronie jej przyjaciół i znajomych. Pierwsze miało miejsce 20 lat temu, ostatnie – niedawno przed pandemią. Podczas pierwszego spotkania, które miało charakter bardzo spontaniczny, uczestniczyło wiele osób, które następnie dały się uwieść powabowi totalitaryzmu. Na potrzeby tej książki Applebaum próbuje z nimi rozmawiać. Czasami jest to możliwe, a czasami nie. Opór oraz nienawiść (czyli wręcz postawa “nie chcę cię widzieć”) jest na tyle duży, że nie dochodzi do spotkania.

W innych sytuacjach pomimo, że autorce udaje się skontaktować z ex-przyjaciółmi, rozmowa ma charakter “zdartej płyty”. Powtarzają się wciąż te same koncepcje i tezy, rozmówcy wydają się być bez kontaktu z rzeczywistością. Ten kontrast jest momentami wręcz groteskowy.

Drugim obszarem, który wzbudził moje zainteresowanie jest obszar technologii i jej wpływu na demokrację. Autorka przytacza kilka mocnych przykładów obrazujących to, co się dzieje niemal na naszych oczach, a czego nie dostrzegamy. Warto zwrócić szczególnie uwagę na wybory sprzed 4 lat w USA oraz wpływ sztucznej inteligencji na Brexit. Są to naprawdę duże wyzwania dla demokracji, szczególnie kiedy brak jej mechanizmów obronnych.

Szerzenie się fake newsów wspieranych tzw. bootami (sztucznymi profilami w mediach społecznościowych) w celu ich efektywnej dystrybucji, stało się dla niektórych partii narzędziem pozyskiwania poparcia, a nawet dojścia do władzy. Mała część społeczeństwa zdaje sobie sprawę z tych mechanizmów i ich zasięgów. Jesteśmy poza tym świadkami, a nawet uczestnikami, już nawet nie debaty, dialogu, przedstawienia własnego programu, sporu, ale czystej manipulacji.

Manipulacja ta jest wspierana przez pogłębione profilowanie użytkowników internetu, a następnie wzmocniona szybką dystrybucją treści w serwisach społecznościowych, często na fikcyjnych profilach, a nawet stronach WWW.  Mechanizmy te stają się dopiero przedmiotem badań i analiz. Zainteresowanym polecam świetny tekst na ten temat ze styczniowego “Świata Nauki” pt. Zarządzanie kapitałem uwagi” (profesorów F. Menczera i T.Hillsa).

Jednym z wyzwań staje się również umiejętność świadomego przyswajania i interpretowania informacji w czasie, kiedy doświadczamy ich nadmiaru oraz słabej jakości. To czas, kiedy tak naprawdę odróżnienie faktu od mitu czy kłamstwa staje się coraz trudniejsze. To czas, kiedy każdy może być autorytetem i ma możliwość wypowiedzi bez liczenia się z konsekwencjami. 

Co więc począć w epoce postprawdy?

Być może pomocne będzie proste doświadczenie ciszy. Zwolnienie biegu myśli. Nie podkręcanie ich konsumpcją nowych treści, ale po prostu zatrzymanie się i doświadczenie teraz. Może złapiemy większy oddech, podczas którego łatwiej będzie nam rozpoznać, co jest faktem, a co fake newsem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *