Duch, Umysł

Zen czy codzienności?

“Jak przenieść praktykę zen w codzienności?”- to pytanie powtarza się na zakończenie każdego sesshin. Wówczas u części osób pojawia się niepokój “co dalej, jak żyć w codziennym pędzie, pracując, wychowując dzieci, budując relacje?”. Czy to w ogóle możliwe?

 

nie masz imienia, nie masz miejsca

mów do siebie piasku, trawo

płaczesz?

kto słyszał płacząca łąkę?

/Krystyna Miłobędzka/

 

Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę, że już na samym początku takiego podejścia widać pewne błędne założenie, a mianowicie, że zen i codzienność to dwie różne sprawy. Z postawionego w ten sposób pytania wynika, że zen nie jest integralną częścią codzienności, że musi być w niej dopiero osadzony, w jakiś sposób przeniesiony, co oczywiście wiąże się pewnym wysiłkiem i reorganizacją życia. Zachwyceni atmosferą sesshin jesteśmy w stanie zdecydować się na taki krok i ponieść ten trud.

Tymczasem już tutaj następuje oddzielenie, gdyż nasze wewnętrzne ustawienie się sugeruje, że codzienność musi zostać specjalnie przystosowana do tego, aby zen mogło się w niej pojawić. Ulegamy złudzeniu, że zazen, które jest podstawą okresu sesshin, to właśnie sedno praktyki zen. Jesteśmy więc przekonani, że musimy po powrocie do domu znaleźć w codziennym życiu czas, aby przesiedzieć te kilka godzin dziennie. Tymczasem nie o to tutaj chodzi.

Owszem, siedzenie, medytacja są istotne, mogą nam pomóc lub czasami wręcz umożliwić doświadczenie “jak jest” – i jest to szczególnie cenne podczas sesshin, kiedy pewne bodźce zewnętrzne zostają zminimalizowane. Jednak ono samo w sobie nie stanowi o naszej postawie zen. 

Fundamentem postawy zen nie jest siedzenie na poduszce. Ono może nas wręcz oddzielać od rzeczywistości, jeśli odetniemy się od życia i codzienności na rzecz tak pojmowanej praktyki. Jak widać, nawet nasze gorące chęci praktykowania, mogą pogłębiać w nas oddalenie od istoty zen.

Co jest więc istotne, kiedy wracamy po sesshin do codziennych aktywności?

Wyróżniłbym kilka punktów, na które warto zwrócić uwagę, kiedy stawiamy sobie pytanie “jak ma wyglądać zen w codzienności?”.

Spróbujmy przyjrzeć się pytaniom:

Czy dualizm jest naturą rzeczywistości?

Tutaj pojawia się zazen, które w specyficznych warunkach sesshin, które ciężko zapewnić sobie w codzienności, może nas zbliżyć do doświadczenia przebudzenia i uświadomić, że to jedynie nasz stan umysłu opiera się na dualności. Taki wgląd , ale nie z poziomu intelektu, a realnego doświadczenia, wiele zmienia w naszym sposobie organizowania się. Pozwala bowiem uświadomić sobie, że większość naszych kłopotów, zmartwień buduje się właśnie w oparciu o dualizm. Nasze poczucie ciągłego braku, próby pogoni za czymś/kimś nie zawsze mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Zwykle wynikają z ułudy braku, gorączki pożądań.

co ja robię, patrzę w jest

w to samo jest mnie i to samo jest wody

w to olśnienie

to jestnienie

jest nie nie

które scalam

które skracam do istnienia

/K.M./

Co tak naprawdę kryje się za postawą bycia autentycznym?

Bycie autentycznym – to kolejne złudzenie naszych czasów, oparte na idei indywidualności, rozdmuchanej do granic możliwości. Wydaje nam się, że musimy się za wszelką cenę odróżnić od innych, odkryć “swoją prawdziwą naturę”, że w ogóle jest coś takiego jak “moje”, “własne”. Kiedyś ludzie żyli zanurzeni w narracji wspólnoty, teraz my – w narracji indywidualności, a idea ta opiera się na poczuciu rozdzielenia, oderwania od całości, pewności, że można “być sobą”, cokolwiek to dla nas znaczy. Poza tym walka o bycie autentycznym, oryginalnym kosztuje nas wiele energii i podsyca niezgodę na to, co jest, rodzi nie przyjęcie tego, co jest i wymusza porównywanie się do innych.

sam z siebie się biorę

sam się piszę

sam się skreślam

/K.M./

 

Czym jest dla mnie nicość?

Jako społeczeństwo żyjemy bardzo mocno osadzeni w czasie i przestrzeni. Trudno nam pojąć z pewnego rodzaju świeżością pojęcia takie jak nicość, które bywają doświadczane w zen w kompletnie innym kontekście niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Dodatkowo tworzymy wokół nich intelektualne tło, wyobrażenia, a buddyjskie “nie – dwa” stawiamy na równi z jednością. Myślę, że w głębi duszy odczuwamy smak czegoś bez-czasowego, szukamy tego, ale niestety na zewnątrz i automatycznie generujemy poczucie “dwa”.

żeby beze mnie

żeby samo jest

/K.M./

 

Czym jest lęk przed nietrwałością?

Mówiąc o zen czy naukach Buddy chętnie dyskutujemy o nietrwałości, ulotności, a tak naprawdę – w codzienności właśnie – obawiamy się ich przejawów. I nie chodzi tutaj nawet o niepokój, że coś się skończy, gdzieś kiedyś tam, ale tej świadomości, że nic – dosłownie nic – nie jest trwałe, że jest tylko ciągły proces, że jesteśmy w stałym przepływie kończenia się i zaczynania. Dopiero doświadczenie czym jest interakcja, ale nie jako proces między czymś i czymś, ale jako sam proces, jest w stanie pozwolić nam złapać oddech.

nawet gdybym zdążyła krzyknąć jestem tej najniższej chmurze, jesteś

będzie już inne, w innym miejscu

/K.M./

Kiedy odpowiemy sobie szczerze na te pytania, pobędziemy nieco dłużej ze swoją niepewnością, poczuciem ulotności, złudzeniem bycia kimś wyjątkowym, to zobaczymy, że tak naprawdę zastanawianie się, gdzie w moim życiu jest miejsce na zen, stanie się nieistotne. TO jest zawsze w naszym życiu; było zawsze. Przenika bowiem w sposób nierozerwalny proces, którym de facto jesteśmy.

______________

Książki Alexandra Poraj-Żakieja wydane w Polsce przez Wydawnictwo Mądrość Wschodu i Zachodu znajdziecie w fundacyjnej księgarni www.madrosc.pl -> TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.