Rozwijanie świadomości ciała jest szczególnie istotne w przypadku osób, które doświadczyły lub doświadczają przemocy. I nie mam tutaj na myśli jedynie przemocy fizycznej, ale przede wszystkim emocjonalną, tzw. cichą, niewidoczną nie tylko dla osób z zewnątrz, ale często dla samej pokrzywdzonej osoby. Doskonale opisuje to Theresa Comito w książce “Przemoc, której nie widać”.

 

Nasze ciała to teksty, które przekazują wspomnienia,

pamiętanie nie jest zatem niczym innym jak

ponownym ucieleśnianiem.

/Katie Cannon/

Oczywiście w tym miejscu musi od razu pojawić się uwaga – bardzo ważna zresztą – szczególnie dla tych z nas, którzy pracują z osobami dotkniętymi traumą przemocową, albo choć z podejrzeniem takiej traumy. Nieświadome wejście w proces pogłębiania świadomości ciała, bez uważności i świadomości, że możemy dotknąć naprawdę bolesnych obszarów bywa ryzykowny. Być może w ogóle najlepiej byłoby od razu założyć, że każdy z nas jest potencjalnie obarczony takim ryzykiem. Wtedy nasza uważność, samowspółczucie oraz empatia byłyby na odpowiednim poziomie.

Warto mieć świadomość, że nawet jeśli zachowanie bliskich nam osób nosi znamiona działania “dla naszego dobra”, “bo przecież mam dobrą intencję”, “bo nie chcę ci zrobić krzywdy”, “jesteś przewrażliwiona”, to nasze ciało – jeśli czujemy się w danej relacji czy sytuacji zagrożeni, jeśli nasze granice będą przekraczane – będzie reagowało sygnałami alarmowymi. Zawsze.

Jednak jest jedno “ale”… Nie zawsze – z wielu różnych powodów – jesteśmy w stanie odczytać te sygnały, z uważnością się przy nich zatrzymać, czyli po prostu wysłuchać swojego ciała. I – to ważne, aby o tym pamiętać – nie robimy tego zwykle świadomie.  Jeśli jednak nasza świadomość ciała jest na odpowiednim poziomie, jeśli z uważnością ją pogłębiamy, to nawet w sytuacji, kiedy zaskakuje nas reakcja czy sygnał płynący z ciała, nie zamkniemy na to oczu. Możemy nie do końca rozumieć, co się dzieje, ale poczujemy – dokładnie tak! poczujemy – że dzieje się coś niepokojącego.

Jeśli z kolei mamy za sobą traumatyczne doświadczenia, które odcięły nas od ciała, które wręcz podważyły nasze zaufanie do niego lub jeśli nasze ciało w pewien sposób przyzwyczaiło się do długotrwałej przemocy, wówczas możemy nie reagować na to, że ciało krzyczy “stop”. “Możemy nie reagować” – jednak nie dlatego, że tak zdecydowaliśmy, ale że nie mamy takiej możliwości, umiejętności w sobie.

Jak to w takim razie odróżnić, co jest sygnałem, że w naszym życiu jesteśmy poddawani presji emocjonalnej, wręcz przemocy emocjonalnej, ale tego nie dostrzegamy?

Na przykład, jeśli pewne spotkania budzą w nas opór z poziomu ciała, pojawiają się bóle pleców, brzucha, głowy, chrypka, dziwna słabość w ciele, to warto zatrzymać się przy tym dłużej. I wcale nie należy zakładać, że to właśnie ta konkretna osoba z którą mamy zaplanowane spotkanie, wywołuje u nas takie odczucia oraz że to właśnie z jej strony doświadczamy przemocy. To byłoby uproszczeniem, często krzywdzącym dla kogoś. Dopuśćmy natomiast myśl, że być może jakaś relacja obecna teraz w naszym życiu aktywuje w nas traumę z przeszłości i przypomina naszemu ciało poprzez uaktywnienie mechanizmów obronnych to, co wydarzyło się kiedyś.

W takim razie, jakie mogą być objawy ze strony ciała na przemoc emocjonalną?

Chociażby przewlekłe zmęczenie, ból głowy, napięcie mięśni, ból w klatce piersiowej, plecach lub innych częściach ciała, tiki nerwowe, drżenie, pocenie się, kołatanie serca, krótki oddech, zawroty głowy, dolegliwości ze strony żołądka, mrowienie, drętwienie, problemy z pamięcią, koncentracją, pobudzenie albo wrażenie zamrożenia.

Czasami zaskoczenie budzą objawy bólowe, tymczasem przecież stres, szczególnie ten długotrwały, który nie jest na bieżąco rozładowywany, powoduje, że nasze ciało jest narażone na wysoki poziom hormonów stresu. One z kolei hamują pracę układu odpornościowego, co sprzyja stanom zapalnym całego organizmu. Tak samo w przypadku bezsenności, będącej objawem doświadczanej przemocy emocjonalnej. Wysoki poziom chociażby kortyzolu zakłóca cykl aktywności i wyciszenia i utrudnia zaśnięcie.

Na czym opiera się wspomniana reakcja na zagrożenie emocjonalne z poziomu ciała?

Dlaczego ciało wyczuwa je, zanim umysł o pomyśli, że coś jest dla nas zagrażające, że już nie wspomnę o decyzji, jak na nią zareaguje? Dlaczego właśnie tak nasze ciało reaguje, dlaczego intelekt, z którego jesteśmy tacy dumni, zawodzi w tym obszarze?

Tajemnica kryje się w tzw. mądrości ciała, która nie jest ezoteryczną mrzonką, ale składa się na nią szereg reakcji neurobiologicznych. Neuronaukowcy, m.in. Daniel Siegel, piszą wprost: Intuicja. Można ją postrzegać, jako sposób uzyskania dostępu do mądrości ciała, zapewniony nam przez korę przedczołową. Ten obszar otrzymuje informacje z całego wnętrza organizmu, łącznie z trzewiami – przykładowo chodzi o serce i wnętrzności. Można powiedzieć, że korzysta z “podszeptów ciała” i “wewnętrznego przeczucia”, aby dokonać trafnego wyboru.

Jeśli potrzebujemy jeszcze bardziej naukowego podejścia, to wspomnę, że udowodniono, iż sieci neuronowe w naszym ciele, szczególnie te które otaczają serce oraz jelita, przesyłają informacje sensoryczne do mózgu. W ten sposób mózg uzyskuje coś na kształt mapy trzewnej, którą potem nazywamy “wewnętrznym poczucie” czy “głosem serca”. Jeszcze innego typu informacji dostarczają nam hormony i przekaźniki układu immunologicznego. W pasjonujący sposób pisze o tym Siegel w książce “Psychowzroczność” (tutaj).

Aby zrozumieć, jak wesprzeć swoje ciało w pogłębianiu świadomości ciała, kluczowa jest wiedza, że przychodzimy na świat wyposażeni w mechanizmy wewnętrzne, które wspierają nas w zaspokajaniu bardzo ważnej potrzeby, może nawet nadrzędnej, każdego człowieka – tworzenia więzi z innymi ludźmi. Nasza świadomość, w tym też świadomość ciała, tworzy się początkowo dzięki kontaktowi z opiekunami; rezonujemy dosłownie z nimi, z ich emocjami, które towarzyszą im podczas zajmowania się nami, przy czym nie tylko tymi związanymi bezpośrednio z nami. Aby dziecko mogło przetrwać, niezbędna jest “mózgowe wifi” między nim a opiekunem, czyli utworzenie tej bliskiej więzi, która wpływa na kształtowanie się naszego mózgu i całego układu nerwowego.

Zwróćmy też uwagę, że często będąc z kimś w bliskiej relacji mówimy, że “gościmy w jego sercu i głowie”. Jeśli zastanowimy się, ile w tym “prawdy” na poziomie neurofizjologii, to dojdziemy do tego, że bliska więź emocjonalna powoduje, że sieci neuronowe wokół serca, jak i w całym ciele, poprzez splecenie z obwodami mózgowymi rzeczywiście dają wrażenia bycia i w czyimś sercu, i w czymś mózgu.

Działa to szczególnie intensywnie w relacji dziecko-rodzic. Siegel pisze, i myślę, że to jest dobra wiadomość dla wielu rodziców, że “najlepszym gwarantem spokojnego przywiązania dziecka nie  jest to, co działo się z jego rodzicami, gdy byli mali, lecz raczej to, jak rodzice zrozumieli swoje doświadczenia z dzieciństwa”.

Tak, więc każdy krok, i ten mały, i duży, w kierunku rozwijania świadomości ciała, budowania z nim uważnego, opartego na trosce, na chęci łagodnego oswojenia, a nie podporządkowania sobie, kontaktu zaprocentuje w naszym dorosłym życiu. Także w obszarze rodzicielstwa. Z kolei w obszarze relacji, która – jak nagle dociera do nas – jest przemocowa (zastraszanie, szantaż finansowy, emocjonalny, drwiny, obniżanie poczucia wartości, itd – wyczerpująco opisuje to książka “Przemoc, której nie widać”) zyskamy siłę, moc do zmiany, do zadbania o własne granice.

_____

Terminy warsztatów prowadzonych przez Agnieszkę Bonar z obszaru pracy z ciałem, wewnętrznym dzieckiem i lękiem znajdziecie TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *