Rozwój osobisty czy – jak to niektórzy nawet określają – duchowy, to specyficzny obszar w naszym życiu. To przestrzeń, która powoli przestaje być intymna, a staje się elementem stylu życia, jak sport czy zdrowa dieta. Zaczyna być kolejnym narzędziem na poprawę samopoczucia według określonych dokładnie kryteriów, na zbudowanie poczucia wartości, a nawet bywa przepustką, aby wejść w pewną grupę społeczną czy zyskać poczucie “jestem lepszy niż”.

 

Rano spójrz w lustro, zrób przedziałek na głowie
i odpierdol się od siebie …
/Wiktor Osiatyński,
pisarz, publicysta, doktor habilitowany nauk prawnych/

 

Tymczasem ludzka egzystencja, która opiera się na pewnej cykliczności i jest procesem nie wykluczającym niczego, a więc także utraty zdrowia, miłości, czy nawet złudzeń, na przeplataniu się okresów radości i smutku, dobrostanu i choroby, została podporządkowana marketingowym zabiegom wspierającym sprzedaż obietnic rozwiązania problemów. Wszystkich problemów, począwszy od poprawy zdrowia, zdobycia stabilności finansowej, a skończywszy na staniu się dobrym, spokojnym człowiekiem, uduchowioną osobą.

Niektórzy z nas dali się uwieść zapewnieniom, że ktoś, gdzieś posiada receptę na rozwiązanie problemów, które być może nie mają nic wspólnego z problemami, ale są naturalną koleją rzeczy.

Mam tutaj na myśli poczucie bezradności, smutku, tęsknoty, niepewności.

Co więcej, dochodzimy czasami do granic absurdu i szukamy tych obietnic nawet tam, gdzie ich nie ma. Wręcz oczekujemy, że ktoś stanie się naszym mistrzem, nauczycielem i poprowadzi w stronę “lepszego jutra”. 

Oczywiście sukces tego typu nauczycieli, coachów, terapeutów, trenerów to wypadkowa tego, co dzieje się w społeczeństwie, potrzeb, które tam się rodzą, ale także potrzeb, które zostały sztucznie wykreowane bez refleksji nad naturą życia, bez świadomego zatrzymania się przy pytaniu “kim jestem?”.

Przekraczanie ograniczeń – własnych i rodzinnych, osiąganie życiowej pełni, usuwanie blokad emocjonalnych, rozwiązywanie transgeneracyjnych konfliktów, namierzanie źródeł chorób stało się towarem, którego oczywiście klient nie może zareklamować “po nabyciu”. Jeśli nie spełni jego oczekiwań, to widocznie niewłaściwie go “użytkował” – za mało się starał, za mało medytował, miał nieodpowiednie nastawienie, nie oddychał jak należy, miał korzyści z bycia w jakimś starym nawyku itd. Zawsze jest jakieś “ale”.

I tak krok po kroku praca osobista, zamiast dawać nam wytchnieniem, poszerzać doświadczanie rzeczywistości, zniewala jeszcze bardziej, tworzy poczucie winy, że “jeszcze nie to, jeszcze nie ten poziom”. Zamiast doprowadzać nas do codzienności, uczyć bycia przy tym-co-jest, często wręcz odsuwa od tego, co aktualne i kieruje w stronę złudzeń.

Samodoskonalenie staje się dosłowną ucieczką od życia.

Czy jest na to rozwiązanie? 

Według mnie tak naprawdę nie, bo to przecież bardzo ludzka cecha dążyć do tego, co łatwe i przyjemne i unikać tego, co boli. I ludzka jest potrzeba, żeby jakiś autorytet jednak istniał. Od tego nie uciekniemy, ale możemy zadać sobie raz na jakiś czas pytanie “czym jest dla mnie szczęście, dobrostan, na czym mi zależy w życiu?”, “co przyświeca mojemu rozwojowi? czego szukam? do czego dążę” oraz – co istotne! –  “od czego tak uciekam?”. Te pytania pozwolą zatrzymać się i zobaczyć jak nam jest teraz w życiu – co nas cieszy, co uwiera, co złości, a co koi. Teraz, a nie 10 lat temu. 

Czasami to wystarczy. Na jakiś czas, oczywiście.

Ta wiedza o sobie, o swoich potrzebach, także tych niemożliwych do zaspokojenia, o swoich emocjonalnych ranach, marzeniach, nieopłakanych rozstaniach i przegapionych szansach może być uwalniająca. 

Jednocześnie naszym prawem – a może przywilejem? – jest podważać te autorytety, sprawdzać teorie głoszące wieczną szczęśliwość i mówić głośno o swoich wątpliwościach. Zadawać pytanie “dlaczego?” tym, którzy głoszą “prawdy objawione”, i mówić o swoich rozczarowaniach ich naukami. To także część naszej ludzkiej egzystencji, czyli wychodzenie z roli dziecka, które szuka tylko przyjemności i potrzebuje wszystkowiedzącego rodzica. Być może kluczowe w tzw. rozwoju jest właśnie to-  “stawanie się dorosłym”, który potrafi wątpić, myśleć krytycznie, a w kryzysie zachować równowagę, która niekoniecznie oznacza optymizm.

Być może chodzi także o umiejętność – a może wręcz odwagę? –  postawienia sobie raz na jakiś czas pytania “kim jestem?”. Kto wie, może doświadczenie, że nasza ludzka natura jest bardzo nietrwała, że jest de facto procesem, że jest tworzona nie tylko przez nas, ale przede wszystkim współtworzona przez rodzinne historie, środowisko zawodowe, przyjaciół, jak i przez to, co dzieje się w kraju, na świecie, pozwoli nam nabrać dystansu do chęci bycia lepszym, bardziej współczującym, mądrzejszym.

I chociaż na jakiś czas odpuścimy sobie starania poprawy siebie.

Może wtedy rozwój osobisty, duchowy będzie przygodą, a nie obowiązkiem lub wręcz ratunkiem. Dla nas i dla innych może być to zbawienne.

 

_______

Terminy warsztatów prowadzonych przez Agnieszkę Bonar z obszaru pracy z ciałem, wewnętrznym dzieckiem i lękiem znajdziecie TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.