Prezentujemy dziś kolejny rozdział w najnowszej książki Alexandra Poraj-Żakieja „Stulecie Willigisa. Biografia duchowa Willigisa Jägera, benedyktyna i mistrza zen”. Rozdział o znamiennym tytule „Koniec pobożności” przybliża siedem fundamentalnych wglądów Willigisa.

 

Modlitwa zakłada wysiłek i walkę przeciw nam

samym i przeciw podstępom kusiciela.

/Katechizm Kościoła Katolickiego/

Chrystus jest niejako archetypem jedności człowieka

i Boga […], on manifestuje wyraźnie, że cały człowiek

jest <boski i ludzki>.

/Willigis Jäger/

Wciąż jeszcze znajdujemy się u schyłku lat sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych. Gdyby używać zwyczajowych miar czasu, wówczas Willigis musiałby znajdować się u szczytu swojego rozwoju. I rzeczywiście, był u szczytu swoich sił, a jednocześnie na początku przygody, której rozmiaru w dużym stopniu nie docenił.

Nic” Jana od Krzyża było dla Willigisa ponownie źródłem inspiracji i stało się kamieniem węgielnym w tworzeniu postawy kontemplacyjnej jako takiej. Nie polegała ona już na osobiście wniesionych przesłankach, woli lub życzeniu. Nie była przede wszystkim ani klasycznie rozumianą modlitwą, ani klasycznie rozumianą adoracją zakonów kontemplacyjnych. Tym samym nie była ani narzędziem, ani wehikułem, ponieważ kontemplacja jako narzędzie lub wehikuł wyekspediowałyby Boga ponownie w zaświaty, co zrównałoby go z ukrytą formą klasycznie rozumianej modlitwy.

Nawiązujące do Jana od Krzyża, a teraz jeszcze pogłębione dzięki „Wewnętrznej twierdzy” Teresy z Ávila, Willigisowe „zatopienie” w Bogu, doznało ponownej i decydującej przemiany.

Rozumiał on owo zatopienie w Bogu już nie jako pewien ruch ku Bogu, lecz jako bardzo szczególny sposób obecności.

Ta wyjątkowa i wyłączna obecność jest czymś skrajnym, do czego człowiek jest zdolny w obliczu całkowitej nieokreśloności Boga. Wszelkie inne ruchy i próby dotarcia do niego zakładałyby zamiast „nic” jakiś ludzki obraz projektowany na Boga. W tej wspomnianej obecności, takie było nowe rozumienie Willigisa, dokonuje się „spotkanie Boga” – właśnie teraz, właśnie w teraźniejszości.

Książka Stulecie Willigisa dostępna jest w fundacyjnej księgarni www.madrosc.pl

Tym samym Willigis dokonał jednocześnie wielu fundamentalnych wglądów. Pierwszy wgląd polegał na zaniechaniu wszelkich prób uprawiania teologii spekulatywnej lub oczekiwania, że może ona rozwiązać wyłaniające się pytania. Drugi wgląd – na dopuszczeniu możliwości bezpośredniego doświadczenia Boga. Trzeci wgląd pokazał, że odległość człowieka do Boga nie jest absolutna. Czwarty z kolei wiązał się z przeczuciem, że obecność zarówno Boga, jak i nasza, mają dużo więcej wspólnego niż konwencjonalna teologia kiedykolwiek miała odwagę pomyśleć. Piąty wgląd prowadził Willigisa do przekonania, że poszukiwanie sensu przez wszystkich ludzi ostatecznie jest tożsame z poszukiwaniem bezpośredniego doświadczenia Boga. Szóstym było rozeznanie, że postawa bezpośrednio otwartej obecności jest „drogą” jako taką, która prowadzi do doświadczenia Boga. Siódmy wgląd opierał się na tym, że otwarta obecność jest właściwą „kontemplacją”.

Za pomocą tego szeregu wglądów Willigis nakreślił nową mapę swojej górskiej wędrówki.

Składała się ona z dwóch przecinających się po środku linii. Linia pionowa, wertykalna, odnosiła się do dotychczasowego rozumienia Boga i stawiała na jego drugim końcu pytanie o rozumienie nas ludzi. Druga, horyzontalna, poziomo przebiegająca, zaczynała się od niego samego i jego osobistej postawy, a kończyła na pytaniu o tęsknoty wszystkich ludzi. Tym samym Willigis znalazł się w samym środku wydarzeń swojego czasu.

Dzięki nowemu, dopiero kiełkującemu, rozumieniu kontemplacji, które obejmowało teraz zupełnie inny obraz Boga i człowieka, Willigis był w stanie dojść do ładu z prądami lat siedemdziesiątych. Obecność, a dzięki niej dostęp do pełni, czyli do tego, co boskie w życiu człowieka, były pierwszymi ważnymi krokami na drodze do dialogu ze społeczeństwem, dla którego istotne było praktyczne rozumienie, ciekawość, dokładne naukowe badania, ale też przyjemność i radość życia.

Dzięki takiemu ustawieniu kontemplacji oraz wolności interpretowania na nowo zarówno Boga, jak też historycznego Jezusa, Willigis opuścił horyzont wyznawanego i wyobrażonego Boga swojego Kościoła katolickiego.

Dlatego też teraz Jezus stał się mądrym człowiekiem, który posiadał dokładnie takie doświadczenie Boga i wyraził to słowami „ja i ojciec jedno jesteśmy”.

Mimo nowej perspektywy Willigis nadal pozostał w kościele. Czuł się bliski Jana od Krzyża i Teresy z Ávila i akceptował, dokładnie jak jego antenaci, dystans do kościelnej hierarchii i tradycyjnej dogmatyki. Co więcej, uważał ten dystans za normalny i zdrowy. Był on dla niego wyrazem wspólnoty sióstr i braci. Trzy nadchodzące dziesięciolecia pokażą, jak bardzo się mylił; podobnie jak wszyscy jego poprzednicy.

Dla nas ważne jest, aby zobaczyć, w jaki sposób Willigisowi udało się jednak dokonać osobistej rewolty i przemiany w nieomal „paralelnym uniwersum”, jakim stały się niemal na własne życzenie kościoły. Powodem była oczywiście dogmatyzacja, która nastąpiła w przeciągu niewielu dziesięcioleci. Willigis dokonał tego podczas normalnej aktywności zawodowej, gdyż wciąż jeszcze działał w Missio i to na stanowisku, które dziś określilibyśmy jako średnia kadra menedżerska.

Dzisiaj dla niektórych z nas, ale też dla pewnej grupy osób z otoczenia Willigisa, ta droga mogła się skończyć już w tym punkcie. I rzeczywiście, dla sporej grupy tak było i wciąż jeszcze jest. Wiele oczywiście osiągnięto. Również Willigis miał cały czas wrażenie, że doszedł do kresu. Tak – i to w dosłownym sensie – dzięki Bogu jednak się nie stało. Dlaczego?

Ponieważ nowe ustawienie kontemplacji zmieniło nieomal całkowicie jego rozumienie Boga, a ten fakt z kolei ustawił kontemplację jako radykalnie nową, odmienną i otwartą postawę.

Było to tak nowatorskie, że związane z nią wglądy i doświadczenia nie dawały się już pogodzić nawet z opisami Jana i Teresy. Teraz chodziło już tylko o wgląd i wyrażenie poprzez język tego, co jest określane jako „jednia”.

Ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu Willigis musiał uznać, że być może wspiął się na Górę Karmel. Ale dotarłszy tam, zobaczył po raz pierwszy, że ta góra nie jest pojedynczym szczytem, lecz początkiem łańcucha górskiego, który dopiero teraz mógł się pokazać. Zniweczyło to wszystkie jego wyobrażenia na temat „osiągnięcia”, a dotychczasowy system współrzędnych ponownie zaczął się chwiać.

W tym czasie, jak i w tej sytuacji, Willigis miał do rozwiązania kolejny problem. Zarówno ze swoją praktyką kontemplacyjną, jak też przynależną jej teorią, był zupełnie osamotniony. Wsparcie ze strony pism Jana od Krzyża i Teresy z Ávila dobiegało powoli, ale w sposób nieunikniony, do końca. Jednocześnie nie wiedział jeszcze, jak swoje stanowisko może pogodzić z katolickim rozumieniem bardzo szczególnej roli Jezusa, ponieważ w interpretacji Jezusa jako ofiary i Jezusa zmartwychwstałego nie czuł się już „u siebie”. Jednocześnie rezygnacja ze szczególnej roli Jezusa nie wchodziła w grę.

Utrudnienie polegało na tym, że Willigis w tym czasie wciąż jeszcze poruszał się prawie wyłącznie w kręgach kościelnych. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych trudno było spotkać tu ludzi, którzy dysponowaliby dłuższym doświadczeniem kontemplacyjnym tego rodzaju. Było to rzeczywistym problemem nie tylko dla niego samego, lecz także dla kilku innych „niespokojnych duchów”.

Książka Stulecie Willigisa dostępna jest w fundacyjnej księgarni www.madrosc.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *