Czy rzeczywiście stres jest czynnikiem inicjującym chorobę? Jaki jest jego związek z chorobami przewlekłymi i nowotworowymi? I przede wszystkim, w jaki sposób stres może uruchomić w naszym organizmie proces chorobowy?

 

 

Nie ma ciała, które nie byłoby umysłem,

i nie ma umysłu, który nie byłby ciałem.

/Gabor Mate/

 

Cały klucz do zrozumienia tego mechanizmu tkwi w spojrzeniu na stres nie jak na zdarzenie, które wytrąca nas z równowagi, ale jak na skomplikowaną kaskadę reakcji fizycznych, biochemicznych oraz fizjologicznych, które zachodzą w naszym ciele. Warto dodać, że chodzi o reakcje, które są odpowiedzią na silny bodziec z zewnątrz, także bodziec emocjonalny. Poza tym każde zdarzenie, które odbieramy jako dyskomfort, począwszy od uczucia zimna, głodu, a skończywszy na przewlekłym bólu, traumie utraty bliskiej osoby, wojnie, zagrożeniu życia i zdrowia, jest dla naszego organizmy takim właśnie bodźcem. 

Emocje są – jak często podkreślam – zdarzeniami stricte cielesnymi, stoją za nimi zarówno impulsy elektryczne, przekaźniki biochemiczne, jak i hormony.

Stres angażuje nie tylko układ nerwowy, ale także odpornościowy i hormonalny. Te trzy systemy są ze sobą w ścisłym połączeniu. Mówi się, że układy te są w ciągłej dynamicznej równowadze, która przebiega wielokierunkowo, a stwierdzenie , że umysł jest przepływem informacji w ciele opiera się właśnie na tym.

Być może już czujecie, co dzieje się z tym szlakiem biochemicznym właściwym reakcji stresowej, kiedy tłumimy emocje? Kiedy spychamy je latami na boczny tor, kiedy nie znajdujemy dla nich miejsca nie tylko w umyśle świadomym, ale także kiedy nie odreagowujemy ich fizycznie, kiedy są umniejszane przez innych, a przez to także przez nas samych. Odcięcie się od emocji to dosłownie destabilizacja układu immunologicznego, nerwowego oraz hormonalnego. Ta dynamiczna równowaga zostaje zaburzona, co oznacza – patrząc z punktu widzenia biochemii i fizjologii – pewne związki nie mogą zmetabolizowane.

Tymczasem każda emocje “potrzebuje” być odczuta, co oznacza, że musi ucieleśnić się, a więc zostać przetworzona przez wspomniane trio układów odpornościowego-nerwowego-hormonalnego.

Musi być dopuszczona do świadomości, ale także odczuta fizycznie, na poziomie ciała. Tylko wtedy wspomniana kaskada biochemiczna nie zostanie zakłócona. Zwróćmy także uwagę, że – jak każdy układ, także ten – ma pewien próg wydajności, jeśli więc zalewa nas nadmiar emocji, nie jesteśmy w stanie ich zmetabolizować, co także może być impulsem do rozwoju choroby.

Jedna ze ścieżek aktywacji procesu chorobowego przez długotrwały stres wiąże się z wywoływaniem stanu zapalnego. Oczywiście stan zapalny sam w sobie bywa ratunkiem dla naszego ciała. Dzieje się tak wówczas, kiedy organizm dostaje sygnał o zagrożeniu i utożsamia to zagrożenie przede wszystkim ze zranieniem. Dlatego też aktywuje wówczas szlaki, które prowadzą do uwolnienia czynników przeciwdziałających zakażeniu, naprawiających zranienia i uszkodzenia tkanek.

Jeśli jednak stres jest natury emocjonalnej, to aktywowany stan zapalny nie spełni swojej funkcji, a poza tym stanie się z czasem mechanizmem niszczącym dla naszego ciała. O rozwoju chorób przewlekłych, gdzie bazą jest przeciążenie emocjonalne, napiszę więcej w kolejnym wpisie.

Naukowcy szukają także powiązań między stresem emocjonalnym, cechami osobowości, a tendencją do rozwoju chorób nowotworowych. To także niezwykle ciekawy obszar, którego znajomość może wspomóc nas w dbałości o siebie, w pogłębianiu rezyliencji. Tym tematem zajmę się także na blogu.

Jak wiemy, nasz mózg przechowuje wspomnienia emocjonalne, które przefiltrowują to, czego aktualnie doświadczamy.

Jeśli jakieś teraźniejsze doświadczenie ma zabarwienie emocjonalne, które kiedyś towarzyszyło naszym przeżyciom, nawet z okresu niemowlęctwa, to kora przedczołowa pozostaje w stanie czujności. Dosłownie wyczekuje na niebezpieczeństwo. Pamiętajmy, że to pobudzenie nie jest naszą świadomą decyzją, tylko podświadomym mechanizmem, co więcej – takim, który ma zadbać o nasze bezpieczeństwo.

Pamiętając, że układ nerwowy to nie tylko mózg, ale że także jelita – które są bogato “wyposażone” w nerwy czuciowe – zrozumiemy dlaczego wiele emocji czujemy w brzuchu. Nieprzypadkowo mówimy o “mózgu trzewnym”. Dlatego też straumatyzowane ciało i i umysł zostają rozregulowane na kilku poziomach: mózg zaczyna reagować nadmiarowo nawet na fizjologiczną aktywność jelit, a z kolei jelita reagują na każde pobudzenie kory przedczołowej, nawet to minimalne, którego nie jesteśmy świadomi.

Stąd towarzyszący nam wieczny niepokój, nadwrażliwość jelit, i w końcu dolegliwości psychosomatyczne.

Pora więc na pytania: jak poradzić sobie z rozregulowaniem układów nerwowy – immunologiczny – hormonalny?, jak leczyć stany zapalne, jeśli wiele czynników emocjonalnych jest poza naszą kontrolą?, czy w ogóle kontrola ma tutaj jakieś znaczenie? Temat jest niezwykle złożony i nie ma możliwości ustalenia prostych zasad “jak żyć, aby nie chorować”. W kolejnych wpisach będziemy przyglądali się temu, co możemy zrobić już teraz, a także temu, co wymaga zaakceptowania jako część życia.

 

___________

Aktualna termine warsztatów prowadzonych przez Agnieszkę Bonar znajdują się -> TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.