W praktykę zen wszedłem, gdy wyczerpały się wszystkie intelektualne sposoby łagodzenia cierpienia, które nosiłem w sobie niemal od zawsze. Przestały działać konstrukty, interpretacje, meta idee i teorie na temat życia i funkcjonowania rzeczywistości. W roku 2022 mija 10 lat odkąd “usiadłem na poduszce”, dlatego postanowiłem podzielić się doświadczeniem z drogi, której nie ma.

 

Mój dom spłonął, i nic już nie zasłania mi księżyca.

/Masahide/

 

W pierwszym roku walczyłem, żeby tylko wytrzymać. Mój rozbiegany w tysiące stron umysł nie pozwalał mi nawet być przy oddechu dłużej niż kilka sekund. 

W drugim roku okazało się, że podstawą mojej praktyki jest szukanie szczęścia, czyli iluzorycznego odbicia cierpienia. Nie znalazłem go. 

W trzecim roku okazało się, że szukam równowagi, która jednak była chęcią selektywnego odczuwania rzeczywistości. Nie znalazłem go również. 

W czwartym roku okazało się, że szukam spokoju. Znalazłem go trochę, ale rozpływał się bardzo szybko. Nie byłem go w stanie pochwycić na dłużej, choć zdawało mi się, że już to czynię. 

W piątym roku nie szukałem już niczego, ale to było tylko złudzenie. Dopiero wtedy, kiedy umysł się wyciszył, zacząłem doświadczać namiastkę tego, czym i kim jestem. Bezcenne, ale bardzo bolesne. Jak otwarcie zapomnianej księgi zdarzeń.

W szóstym roku stanąłem twarzą w twarz z moim cierpieniem. Nie uciekałem od niego. Starałem się go czule objąć. Teraz już wiem, że w TERAZ jest także cierpienie, bo jakże mogłoby go nie być, skoro wszystko JEST. Czy przebudzony nie miał racji mówiąc o wygaśnięciu cierpienia? O wolności od niego? A może go przekraczamy? I to tylko gra słów?

W siódmym roku nie czekam już na NIC, ale wcale nie jestem tego taki pewien. Czy ktoś wie co może pojawić się za zakrętem ścieżki, której nie ma? Nikt nie odpowiedział. Zacząłem pisać wiersze, doświadczać piękna kwiatów i być pochłonięty poświatą księżyca. Czy trzeba mi coś więcej?

Kawiarniana TAKość
Czekałem na spotkanie
Niby NIC
Średnia Late
Zapach kawy, gwar
Jakby znikąd Spokój, nieplanowany
bo przecież gwar wokoło
I wtedy odczucie, doświadczenie
Przepełnienie nie napełnionego
Wszystko jest takie jakie JEST
Nic bym nie zmienił, nic nie przesunął
Ani w prawo, ani w lewo
Żadnej oceny, zmiennej percepcji,
pokrętnego odniesienia
Tak wygląda Takość
albo nawet Tak JEST Takość
Nic w prawo nic w lewo
Nic do góry nic w dół
Nic do przodu
Nic w tył
Tak JEST Takość
Już nic nie muszę
Czekam, aż wiatr życia poruszy żagiel
Na bezkresnym oceanie

W ósmym roku pojawiło się To. Nie wiedziałem czym jest oprócz tego, że sprawia duży dyskomfort w funkcjonowaniu. Z czasem okazało się, że wynosi cały nieświadomy umysł wprost do świadomości. Co to jest? Otwartość, obecność, doświadczenie graniczne, ciemna noc?

Szukam, szperam, doświadczam, pytam. Jestem tym wyczerpany.

Rok covidowy nie pomaga. Wreszcie namierzam – Kundalini. Bajki czy mity? No ale przecież Jung się tym zajmował to może to i poważna sprawa? Szukam, szperam, nie daję spokoju. Wreszcie trafiam, książka, nauczyciel, przekaz. Ponoć to jak wygranie na loterii, trochę narcystyczne, ale to nie moje słowa. Ponoć tak czasem się zdarza i nie wiadomo dlaczego. Decyduje się podjąć tę rzekę i jej nie tamować.

W dziewiątym roku doświadczyłem bezwarunkowej miłości. Bez początku, bez końca, bez przyczynowości. To nie była chwila, to były dni. Ale to także ulotne. Nie smuć się jednak, bo każde doświadczenie zostawia w nas niemy ulotny ślad. Niektóre tak mocny, że zapomnienie go nie będzie już możliwe. Tak jest w tym przypadku. Doświadczenie absolutnego ukochania rzeczywistości, w tym siebie jest nie do odpomnienia. Nawet jak ból powróci.

W dziesiątym roku doświadczyłem bezwarunkowego piękna. Każda istota rzeczy emanuje cudowną wewnętrzna esencją. Delektuję się nią. Każdy liść to KOSMOS. Doświadczenie jest porażająco piękne, ale ulotne. Jak wszystko. Nie tęsknie za nim. Zen nauczył mnie nie czekać na powtórne przyjście Chrystusa, Buddy, Zaratustry, Kryszny czy Allaha. Poza tym, wszystko zaczyna być coraz świeższe, radość, smutek, robienie i nic nierobienie. Czasami aż za bardzo, do szpiku kości.

Nadszedł rok jedenasty

 

2 komentarzy dla Dziesięć lat na poduszce. I co z tego?

  1. hlin pisze:

    Wiele słów.
    Pustka dźwięczy.

  2. Ali pisze:

    Wpis dotyczy tylko medytacji buddyjskiej czy także szeroko rozumianej praktyki, włączając w to tak zwany pogląd? Bo jeśli to drugie, to jestem zdziwiona tą bezwarunkowością. A przecież nauki mówią o tym, że wszystkie zjawiska są uwarunkowane (i nietrwałe).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.