Ciało, Duch, Umysł

Jak żyć?

Wychowani w zachodniej kulturze, która posługuje się konkretnym systemem wartości, zbiorem zasad i nakazów, wchodzimy w trening zen i prędzej czy później zaczynamy zadawać sobie pytania „co to znaczy żyć dobrze, jak rozumieć właściwe postępowanie? Co to wszystko ma znaczyć dla mnie teraz, kiedy praktykuję zen?”. Szukamy kolejnej etyki, moralności. Jeszcze nie wiemy czego, ale chcemy, aby było dla nas stabilnym kierunkowskazem do … lepszego życia, lepszego zazen.

patrzona chodzona żyta
byta
płakana mówiona

jej jest i jej będzie
jej pisane i jej niepisane

te cości i nicości

/Krystyna Miłobędzka/

Spójrzmy najpierw na tę potrzebę “bycia dobrym”. Tak jak większość naszych potrzeb, jest nam tak mocna wklejono podczas procesu socjalizacji, że większość z nas traktuje ją jak “własną”, jedyną. Jeśli czujemy, że z niej “wyrastamy”, to automatycznie szukamy innej. Byle tylko mieć solidny kompas życiowy.

Fenomen tej potrzeby opiera się na fakcie, że uważamy ją za naturalną, bo “przecież wszyscy chcą żyć dobrze”. Jest to szczególnie ważne – jak już wspomniałem – w kulturze, w której żyjemy. Mamy tutaj bowiem całą serię zakazów, norm, zasad, które wywodzą się najczęściej z religii monoteistycznej. Podobnie jest w różnego rodzaju kierunkach buddyjskich, gdzie mamy wartości, które są istotne niezależnie od czasu i miejsca.

Natomiast w zen nie spotkamy się z czymś takim, a nawykli do życia uwarunkowanego zasadami, czujemy się zagubieni. W zen nie znajdziemy etyki, którą można rozumieć jako zbiór wskazówek, sugestii, co jest dobre i wymaga przestrzegania, a co narusza te zasady. Jeśli zatrzymamy się przy zen i chan i spojrzymy na nie przez pryzmat Sutry Serca, to zrozumiemy dlaczego tak jest.

W zen nie mamy jednoznacznie określonych wartości, gdyż to wymaga bipolarności, założenia pewnej stałości rzeczywistości, a doświadczenie wglądu pokazuje, że to złudzenie. Sutra Serca określa w jaki sposób nie-stałość i dynamika rzeczywistości mogą być rozumiane i jak są doświadczane w zen oraz co to znaczy “w zależności od”.

Oczywiście takie spojrzenie nie jest jednoznaczne z tym, że te wartości nie są ważne, nie są potrzebne. Chodzi tutaj o brak istnienia jakiejkolwiek stałości i szukając czy pielęgnując ważne dla nas wartości należy mieć taką świadomość. Zasada, która sprawdzi się w jednej sytuacji niekoniecznie musi pasować w innej. Czasami subtelna zmiana sytuacji powoduje, że to co było dobre kiedyś, teraz jest szkodliwe. W pewnych warunkach wartości zaczynają być ograniczeniami, nie prowadzą do tzw. “dobrze”.

Niestety jako ludzie za rzadko zadajemy sobie pytania: “co to, jak to działa, jak do tego doszło, jak to się tworzy?”. Patrzymy na naszą rzeczywistość przez zasady i normy, a odmawiamy tym zjawiskom świeżości i niepowtarzalności. Za rzadko podważamy, albo choć poddajemy w wątpliwość, narzucone nam społecznie normy. Za rzadko patrzymy czy aby na pewno tak jest, jak od dzieciństwa się nam powtarza.

Dla większości z nas stabilizacja wyłania się nie z doświadczenia rzeczywistości – a to jest sednem treningu zen – ale z wymyślania czegoś stabilnego zarówno na gruncie osobistym, jak i społecznym. Wgląd w zen pokazuje nam, że tej stabilności nie ma i owszem możemy ją wymyślać, ale to nadal jest tylko nasza koncepcja, a nie natura rzeczywistości. Zen zachęca “zajmij się tym jak jest”, a nie “jak powinno być” albo “jak ja chcę”.

Co w takim razie z tym zrobić, jak żyć według tego doświadczenia, jak wychowywać kolejne pokolenia czy podejmować decyzje? To wydaje się wyzwaniem, nie jesteśmy bowiem przygotowywani do tego, aby żyć z poczuciem niestałości. Wcale nie pustki rozumianej jako brak, ale niestałości, która jest współzależnością, współtworzeniem, wielokontekstowością wszystkiego.

Zwróćmy uwagę, że trudno abyśmy wiedzieli “jak ma być”, skoro nadal nie wiemy “skąd i dokąd” zmierza życie. Trudno nam zaakceptować fakt, że życie żyje się siłami o których istnieniu nie mamy pojęcia. I tutaj na scenę wkracza zen, który oferuje nam trening doświadczania rzeczywistości, dojścia do wglądu w jej naturę, ale przy rezygnacji z punktu oparcia, gdyż ten punkt jest wymyślony. To tak, jakbyśmy spadając z wysoka i bojąc się upadku, uświadomili sobie, że nie ma żadnej podłogi, nie ma gdzie upaść.

Często pojawia się zarzut, że jeśli brak w naszym życiu zasada to “jak to, każdy będzie robił co chce???”. Tak nie jest. My żyjemy nie według tego jak nam się “chce”, ale według tego, jak kieruje nas system, bardzo szeroko rozumiany. To zarówno system na poziomie jednostki – hormonalny, nerwowy, odpornościowy – jak i na poziomie rodziny, społeczeństwa. Można nawet powiedzieć, że nasza jaźń to reprezentacja systemu, który niekoniecznie ma “swoją decyzję”, ale jest podpięty pod splot różnych zdarzeń, które kierują życiem.

Zazen jest zatem treningiem jak obchodzić się z siłą życia, w jaki sposób przeżywać impulsy, emocje, jak kanalizować w sobie to wszystko, począwszy od doznań cielesnych, a skończywszy na uczuciach. To ćwiczenia wytrzymywania ze sobą samym, aby potem móc wytrzymać życie. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że zen nie doprowadza nas do stanu, kiedy nasze emocje są spłaszczone, kiedy jesteśmy w jakimś stanie constans jeśli chodzi o uczucia.

Zazen pozwala nam stać się na tyle pojemnymi na emocje, że pomieści się tutaj wszystko. To jak łyżka soli, która w filiżance będzie czymś bardzo nieprzyjemnym, a w oceanie – nawet nie zostanie odczuta. To ćwiczenie pozostawania dłużej w bezpośrednim kontakcie z życiem, z tym, co przyjemne i z tym, co bolesne.

Owszem, życie jest wymagającym procesem, wymagającym przede wszystkim od nas przeżycia go, doświadczenia. I tutaj nie chodzi o zrozumienie życia, ale o jego doświadczenia. Do tego potrzeba odwagi, ale też zwykle humoru 😉

________

Jeśli ten wpis Cię zainteresował czy zainspirował, wesprzyj naszą redakcję.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Książki Alexandra Poraj-Żakieja wydane w Polsce przez Fundację Mądrość Wschodu i Zachodu znajdziecie TUTAJ.

2 komentarzy dla Jak żyć?

  1. Elżbieta Sadowska pisze:

    W.wieku 60 lat patrząc wstecz wydaje mi się, że żyłam głównie dla innych,dla obowiązków w pracy i domu,usiłując poukładać jak najlepiej swoje i innych życia ..
    Urywalam kawałki czasu dla Ducha, odwiedzając teatr.wystawy, koncerty.. Aż poczułam się przepełniona wrażeniami, słowami i uczuciami tak bardzo, że Zen wydaje mi się moja zbawienna i ostateczną Ścieżka na resztę życia..

  2. Elżbieta Sadowska pisze:

    W.wieku 60 lat patrząc wstecz wydaje mi się, że żyłam głównie dla innych i domu,usiłując poukładać jak najlepiej swoje i innych życia ..
    Urywalam kawałki czasu dla Ducha, odwiedzając teatr.wystawy, koncerty.. Aż poczułam się przepełniona wrażeniami, słowami i uczuciami tak bardzo, że Zen wydaje mi się moja zbawienna i ostateczną Ścieżka na resztę życia..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *