Trudno znaleźć osobę, która mimo nieznajomości bestsellerowych “Pułapek myślenia” (zobacz tutaj), nie kojarzyłaby nazwiska Kahnemana – profesora psychologii i polityki publicznej, który w 2002 roku otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Książka “Szum, czyli skąd się biorą błędy w naszych decyzjach”, nawet jeśli nie stanie się równie poczytna, jak poprzednia, to na pewno jest warta uwagi. Mnie osobiście jej lektura zatrzymała i skłoniła do refleksji, choć niekoniecznie w obszarach, na których skupili się autorzy.

Autorzy (poza Danielem Kahnemanem, to także Oliver Sibony i Cass R.Sunstein) uświadamiają, że zjawisko szumu – rozumianego jako zbiór pozornie błahych i mało znaczących czynników, które wpływają na podejmowanie decyzji – towarzyszy nam na każdym kroku. Zarówno w życiu społecznym, zawodowym, w polityce, sądownictwie, służbie zdrowia, ale też życiu prywatnym. I właśnie ten aspekt szumu – w relacjach, w związkach – najbardziej mnie zaciekawił.

Książka jest dostępna TUTAJ.

Oczywiście autorzy nie pochylają się nad nim w wyjątkowy sposób, jednak dla mnie od pierwszych rozdziałów “Szumu”, właśnie ten obszar rzeczywistości był istotny. Podczas lektury co jakiś czas natrafiałam na inspiracje do refleksji nad obecnością i znaczeniem tytułowego szumu w życiu osobistym. Niektóre rozdziały skłoniły mnie również do poszukiwania punktów wspólnych z praktyką zen, co zaskoczyło mnie. Nawet bardzo.

Na przykład ten fragment książki:

Większość z nas przez większość czasu żyje w niekwestionowanym przekonaniu, że świat wygląda tak, jak wygląda, bo taki właśnie jest. Od tego przekonania już tylko mały krok do kolejnego: >Inni widzą rzeczywistość z grubsza tak samo jak ja<. Na takich przekonaniach – tak zwanym naiwnym realizmie – opiera się poczucie, że dla nas i dla innych ludzi istnieje jedna i ta sama rzeczywistość.

nasunął mi automatycznie skojarzenia z praktyką zen. Przypomniał, że to, z czym “pracujemy” w rozwoju osobistym, w nurcie mindfulness czy właśnie w praktyce zen, to m.in. przekonania, że świat jest taki, jakim go postrzegamy. Dokładnie ten fragment można podsumować – niemal już oklepanym – zdaniem “myśli nie są faktami”. Co więcej, autorzy piszą, że

Rzadko je [poglądy] kwestionujemy. (…) Idąc przez życie nie wyobrażamy sobie
alternatywnych oglądów tego, co widzimy.

Czyż to nie brzmi znajomo?

Doskonale pokazał to czas pandemii, zarówno na poziomie rodzin, społeczności, jak i poszczególnych krajów. Zobaczyliśmy wtedy, że w tym samym czasie, a nawet przestrzeni, może istnieć mnóstwo sprzecznych poglądów, ba, nawet konkretnych działań, które mają zabezpieczyć nasze zdrowie i życie. Mam tutaj na myśli zasadność noszenia maseczek, izolacji, kwarantanny czy w końcu szczepień. Szum, czyli niepożądana rozbieżność w opiniach, a co za tym idzie w podejmowanych decyzjach, była wówczas na porządku dziennym.

Szczególnie ciekawe, a na pewno poważne, przykłady szumu prezentują autorzy w książce skupiając się na medycynie, sądownictwie, ubezpieczeniach. Jeśli jesteście ich ciekawi, to odsyłam do lektury (dostępna tutaj). Gwarantuję, że nie raz będziecie i poruszeni, i zaskoczeni. W tym wpisie chciałabym zatrzymać się przy przykładach szumu, którego doświadczamy – aż za często – w komunikacji między bliskimi osobami, podczas podejmowania decyzji w rodzinie, w związku czy w przyjaźniach.

Na przykład bywa, że podczas konfliktu jedna osoba zarzuca drugiej napastliwość, agresję werbalną, a tymczasem druga nie widzi problemu, co wcale nie oznacza, że jedna z nich ma monopol na prawdę, a druga nie ma odwagi przyznać się do błędu. Tutaj także może zadziałać szum, a jego przyczyną jest temperament, osobowość obu stron konfliktu, doświadczenia wczesnodziecięce, dojrzałość emocjonalna, umiejętność komunikacji, ale też pogoda, sytuacja życiowa, a nawet aktualna sytuacja społeczna czy polityczna. To wszystko znajduje swoje odzwierciedlenie w przebiegu kłótni.

Książka jest dostępna TUTAJ.

Co w takim razie z nim zrobić?

Może najlepiej byłoby założyć, że nie da się nic zrobić, że wyeliminowanie szumu to kolejne złudzenie, a nawet naiwne dążenie do idealnego związki, książkowej relacji, czyli znowu podtrzymania iluzji. Może jedyne, co jest możliwe, to bycie w postawie uważności i obecności, dzięki czemu możemy poczuć, czyli doświadczyć, tę sytuację w szerszej niż zwykle perspektywie.

Oznacza to zobaczenie, że na przykład osoba, która czuje się atakowana przeżywa trudny czas, ma niskie poczucie wartości, że jej doświadczenia z dzieciństwa tak a nie inaczej ustawiają ją w relacjach, właśnie w trybie walki. Z kolei druga osoba może podchodzić do krytyki albo atakując, albo wpadając w poczucie winy, albo – jeśli ma doświadczenie w praktyce uważności – może zobaczyć, że prawdopodobnie nikt nie ma tutaj racji, że ta sytuacja jest bardziej złożona, a osąd każdej ze stron “zaszumiony”.

Kto wie, być może jedynym możliwym działaniem, które pozwoli nam “uchronić” nasze relacje przed szumem, jest wejście w praktykę uważności tak, aby nauczyć się dostrzegać szum, aby poczuć go niemal “na własnej skórze”. Być może zobaczenie dzięki medytacji zen jak się tworzy to coś, czy ten ktoś, kto tak walczy w związku, albo tak obawia się samotności, będzie ważnym krokiem do minimalizowania szumu.

Autorzy piszą wprost: Wszędzie tam, gdzie pojawiają się osądy, tam też jest szum – i jest go więcej niż myślimy. I tutaj błyskawicznie pojawia się skojarzenie wspomnianego “osądu” z codziennością wielu z nas, a mianowicie z ocenianiem przez nas rzeczywistości, nie wspominając o ludziach i ich organizowaniu się, z próbą wyłonienia z codzienności pojedynczych elementów, z pójściem za złudzeniem wyboru, a za tym automatycznie idzie przecież wartościowanie, odrzucenie. Jak nietrudno domyślić się, koszty emocjonalne takich “zabaw” – szczególnie w relacjach – bywają olbrzymie.

Oczywiście osądu nie unikniemy, ani w rodzinie, ani w pracy, ani nawet w obszarach tak poważnych jak służba zdrowia czy sądownictwo, ponieważ tak właśnie działa ludzki umysł. Potrzebuje on porównywać, kategoryzować, wartościować. Taka jest jego funkcja. Jednak wprowadzenie większej uważności w naszą rzeczywistość może spowodować, że częściej będziemy mieli świadomość szumu, a w konsekwencji będziemy mniej przywiązani do osądów – i swoich, i innych osób. Doskonale wpasowuje się tutaj fragment słynnego wiersza zen „Strofy Wiary w Umysł”:

Uznając rzeczy za istniejące, rozmijacie się z ich prawdziwą naturą,

Jednak uznając rzeczy za puste, mijacie się z rzeczywistością.

Lektura „Szumu” zostawiła mnie z poczuciem, że pora zakaceptować, że wiele rzeczy jest poza naszą “ludzką władzą”, że czasami już sama świadomość jakiegoś błędu, w tym przypadku błędów generowanych przez zjawisko szumu, to już wiele. Czasami działanie w celu zminimalizowania czegoś, to już sukces.

W Epilogu autorzy piszą:

Wynikiem [działań ograniczających szum] byłby świat mniej dotknięty szumem.
Przyniosłoby to ogromne oszczędności, wyższy poziom bezpieczeństwa i zdrowia publicznego,
więcej sprawiedliwości, a jednocześnie zapobiegłoby wielu błędom.
W tej książce próbowaliśmy zwrócić uwagę na tę wielką szansę.
Mamy nadzieję, że będziesz wśród osób, które z niej skorzystają.

Brzmi obiecująco.

Na koniec zostawiam Was z pytaniem: czy zauważacie podobieństwo końcowych słów książki (tych powyżej) ze słowami Shunryu Suzukiego:

Jestem całkowicie jednym z każdym

istnieniem w świecie zjawisk.

A więc kiedy siedzę, wy siedzicie;

wszystko siedzi ze mną.

To jest nasz zazen.

Kiedy wy siedzicie, wszystko siedzi z wami.

Owocnych refleksji!

___________

Książka „Szum, czyli skąd się biorą błędy w naszych decyzjach”

dostępna jest w fundacyjnej księgarni -> www.madrosc.pl

Komentarze dla Szum a rzeczywistość

  1. TE1 pisze:

    Świat nie jest taki jakim go widzisz, tylko to jakim go widzisz jest prawdą o tobie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.