Duch, Umysł

Omijanie życia

Nietrudno dostrzec, że spora część moich wykładów czy wpisów blogowych to tzw. powtórki. Często powtarzam, że w dzieleniu się doświadczeniem zen najtrudniejsze jest ciągłe mówienie o tym samym tak, aby innych to zainteresowało, zainspirowało lub w końcu do nich dotarło 😉

 

Przeszłość nie decyduje o teraźniejszości.

Teraźniejszy ty decydujesz o kształcie przeszłości.

/Ichiro Kishimi, Fumitake Koga/

 

Takie wykłady, jak i wpisu, to rodzaj impulsu, a nie kolejna porcja wiedzy czy czegoś nowego, odkrywczego. To raczej “coś”, co być może choć na chwilę wyrzuci nas z kolei naszego sposobu myślenia, postrzegania świata i konstruowania siebie. Taki impuls jest jak budzik – co rano taki sam, ale i tak jego zadanie jest realizowane, czyli budzimy się ze snu.

Nie da się ukryć, że sporą część naszej rzeczywistości przeżywamy na swoistym autopilocie, co miewa plus i minusy. Jak zresztą wszystko w życiu. Plusem tej sytuacji jest z pewnością to, że na pewne rzeczy nie musimy poświęcać specjalnej uwagi, możemy robić je według sprawdzonego schematu. Jednocześnie to samo jest również minusem, gdyż taki sposób doświadczania życia, z poziomu autopilota, to odcinanie się od życia, odtwarzanie jakiś powtórek fragmentów filmów, które znamy, rozumiemy, które nas bawią, ale nie jest to dostęp do pełnego filmu, który być może za każdym razem odkrywa przed nami coś innego.

Oczywiście te koleiny umysłu dają nam poczucie bezpieczeństwa, stabilizują naszą osobowość.

Nawet, jeśli tęsknimy za czymś nowym, świeżym, to i tak poczucie kontroli często – czasami zbyt często – bierze górę i wybieramy “koleiny”. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że nasz charakter jest właśnie taką koleiną; im mocniejszy, tym bardziej wychodzoną, wyjeżdżona.

Z greckiego “charakter” oznacza “pieczęć”, czyli zabezpieczenie pewnej treści, zawartości, wiedzy. I tak jest także w tym przypadku! Charakter to zbiór naszych doświadczeń, przekonań, naszej wiedzy – mniej lub bardziej świadomie nabywanej – o świecie. I także o sobie. To zbiór schematów myślowych naszej rodziny, grupy społecznej, narodu. Czasami, po dłuższym treningu zen, okazuje się, że “nas” jest dziwnie mało w tym konstrukcie, który nazywamy “osobowość”. Nie jest to oczywiście problem, ale już problemem może być brak dopuszczenia do siebie myśli, że niekoniecznie musi być zawsze tak, jak jestem do tego przyzwyczajony.

 

Książka dostępna jest TUTAJ.

W psychologii opisywane jest zjawisko fuzji poznawczej, czyli niczym nieuzasadnionego przekonania, że nasze myśli, emocje, opinie są prawdziwe, że są równoznaczne z faktami. To także jedna ze ścieżek pracy w nurcie uważności i terapii akceptacji i zaangażowania ACT: zobaczenia co jest, a co tworzy nasz umysł, czyli tzw. defuzja, o której sporo pisze w swojej książce dr Steven C. Hayes (TUTAJ) .

Tymczasem fuzja poznawcza, podobnie jak charakter, jest funkcją naszego umysłu, ale warto mieć świadomość, że nasze wyobrażenia o świecie, życiu, ludziach, pieniądzach, miłości czy zdrowiu, opierają się na przeszłych wydarzeniach, takich które budziły w nas konkretne, mocne uczucia.

Ostatnie kilkanaście miesięcy, czyli czas pandemii, to dosłowny trening zen jaki zafundowało nam życie.

Nie każdy z nas wszedł w niego świadomie, i nie każdy ma nawet świadomość, że choć trochę go dotknął 😉

Pandemia wyrzuciła nas bowiem z kolein umysłu, z kolein utartego życia, tego co znane, przewidywalne, co określiliśmy już na poziomie społecznym jako normę. Dlatego też ten czas dla wielu z nas był okresem tak dotkliwego niepokoju, lęku, rozbicia emocjonalnego. Zachwiał bowiem fundamentem naszego świata. Nawet jeśli nie byliśmy z niego zadowoleni, to był on nam znany. A teraz? Teraz powtarzamy “niech no tylko wszystko wróci do normalności!” i ale może to dobry moment, aby zatrzymać się i zobaczyć czym była dla nas ta normalność. Czy rzeczywiście realną codziennością, życiem, a może jednak wielkim złudzeniem?

Właśnie przez te złudzenia, przez tendencję naszego umysłu do kontrolowania rzeczywistości, oceniania jej, opisywania i katalogowania, trening zen jest trudny. Taki był szczególnie w ostatnim roku. Marząc o odosobnieniach, o tym, aby “stać się jednym z tym, co jest”, nie dostrzegaliśmy, że oto teraz mieliśmy (i mamy!) świetną okazję do praktyki bycia jednym z życiem. Bo jak tu “być jednym” ze zmianą, niepewnością, zagrożeniem, widocznymi zmianami porządku społecznego, zmianą autorytetów? Przecież to coś innego niż siedzenie na poduszce na sesshin, delektowanie się pyszną kuchnią i spacerami podczas przerw w zazen.  

Książka dostępna jest TUTAJ.

Tymczasem nadal mamy okazję, aby być dłużej niż zwykle przy tym, jak to jest stracić kontrolę, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa. Wcale nie musimy, nawet jeśli mamy poczucie, że pandemia wygasa, dążyć do powrotu do normalności, ani wypracowywać “nowej” normalności.

Możemy podjąć ryzyko organizowania się w tej niepewności, znakach zapytania, bez słów “na zawsze, nigdy, jak zwykle”.

Być może wtedy praca nabierze kolorów, rodzina znaczenia, przyjaźń stanie się ważniejsza niż tzw. miłość, a może właśnie na odwrót? 😉 To może ostatnia okazja, żeby podglądnąć życie, jego mechanizmy, a nie omijać je wielkim łukiem z nadzieją, że będzie “jak zawsze”, “po staremu”, czyli … normalnie.

 

_____

Książki Alexandra Poraj-Żakieja wydane w Polsce dostępne są w fundacyjnej księgarni www.madrosc.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.