Co to znaczy, że trauma nas rozbija, że kawałkuje naszą psychikę, dzieli osobowość, odgradza od teraźniejszości, nie pozwala jej doświadczać? Dlaczego po trudnych doświadczeniach jesteśmy odcięci od niektórych odczuć cielesnych, od emocji? Dlaczego doświadczamy wtedy życia jak przez szybę? I dlaczego często nie potrafimy odtworzyć trudnego wydarzenia, gubimy kolejność zdarzeń, a ramy czasowe zacierają się? Co więcej, dlaczego brakuje nam wtedy słów, nie tylko po to, aby oddać to, co czujemy, ale także, aby opisać to, co wydarzyło się w przeszłości?

 

Nasze życie emocjonalne i więzi, tak intymne i istotne,

jak nam się wydaje, wynikają z fizycznych procesów zachodzących

w mózgu; są one generowane przez rozległą sieć neurotransmisji i

sygnalizacji komórkowej. A ból i dezorientacja po traumatycznej

utracie są odbiciem potężnych neuronowych śladów pamięci i potrzeb.

/dr Lisa M. Shulman, Mózg w żałobie/

 

To wszystko, co towarzyszy naszej kondycji emocjonalnej po traumatycznych wydarzeniach – zarówno po tych nagłych, krótkich, po których jak to się  mówi “nic nie jest już takie samo”,  jak i po sytuacjach trwających latami, “przewlekłych” – obserwowano od dawna, ale dopiero współczesna nauka, a dokładniej odkrycia neuronaukowe przyniosły odpowiedzi na postawione wyżej pytania.

Neuronaukowcy pomogli zrozumieć, co dzieje się “w” oraz “z” mózgiem osoby straumatyzowanej,. Tym samym na nowo zdefiniowano traumę; do ogólnego opisu: „stan psychiczny wywołany działaniem zagrażających zdrowiu i życiu czynników zewnętrznych, prowadzący do głębokich zmian w funkcjonowaniu człowieka”, dodano oddające sedno i codzienność straumatyzowanej osoby  – “utrata kontaktu z teraźniejszością”. Pamiętam, jak podczas warsztatów intro Somatic Experiencing, usłyszałam tę definicję od jednej z nauczycielek i miałam poczucie, jakby ktoś w jednym zdaniu zawarł to, czego szukałam przez lata.

Przede wszystkim – przyglądając się spustoszeniu, jakie trauma sieje – warto wiedzieć, że zamyka nas ona w przestrzeni pozawerbalnej. To stan, kiedy brakuje słów nie tylko na to, żeby oddać ból, którego doświadczamy, ale także by powiedzieć, co nam zrobiono, co wydarzyło się, jak również, abyśmy sami mogli podjąć wewnętrzny dialog i zastanowić się, co się właściwie wydarzyło. Po traumie nie jest łatwo połączyć odczucia cielesne, emocje, doznania i słowa. Jesteśmy w rozsypce, pokawałkowani, brakuje nam spoiwa nie tylko tego, co odczuwamy fizycznie i emocjonalnie, ale także brakuje spójnej narracji na oddanie tego, co się zadziało.

Aby to zrozumieć na poziomie neuronalnym, zacznijmy od tego, że nasz mózg składa się z kilku części, które różnią się nie tylko funkcjami, ale także filogenetycznie, powstawały bowiem na różnych etapach życia, ewolucji. Najbardziej pierwotna część mózgu, czyli tzw. mózg gadzi, jest odpowiedzialny za regulowanie autonomicznych reakcji, takich jak bicie serca, oddychanie, trawienie. To wszystko dzieje się poza nasza świadomością, poza naszą kontrolą, i gwarantuje, że ciało będzie “działało”.

Wyżej ewolucyjnie stoi mózg limbiczny, nazywany też ssaczym, który daje nam dostęp do percepcji, pamięci, możliwości nadawania emocjonalnego wydźwięku różnym wydarzeniom. Ta część mózgu jest bardzo podatna na uszkodzenia we wczesnym dzieciństwie i to właśnie z tego poziomu tworzą się emocje, takie jak ból, złość, strach oraz reakcja walcz lub uciekaj. Często wspomina się o tzw. mózgu emocjonalnym. To nic innego, jak połączenie pnia mózgu z układem limbicznym. Całość warunkuje nasze przetrwanie.

Najwyżej w tej strukturze stoi kora nowa, czyli najbardziej złożona część naszego mózgu. To dzięki niej planujemy, analizujemy, myślimy, wyciągamy wnioski. Hamuje także gwałtowne reakcje, które po wnikliwszej analizie uznajemy za szkodliwe. To dzięki korze nowej jesteśmy empatyczni i kreatywni. Mowa, umiejętność dzięki której rozwijamy się jako społeczeństwo, ulokowana jest w płatach czołowych, czyli głównej części kory nowej. Tak naprawdę to ona – kora, “tworzy” nas ludźmi.

Trauma, szczególnie ta doświadczenia w dzieciństwie, prowadzi zwykle do dysocjacji. Rozdzielamy się wówczas na części; nasza osobowość zostaje pokawałkowana, nie mamy spoiwa wewnętrznego. Dysocjacja może objawiać się na różne sposoby. Ogólnie mówiąc odcina nas od doświadczania tego, co tu i teraz, od życia, poczucia pełni, żyjemy bowiem często jedną, albo prawie dwoma noga, w przeszłości.

Nasz wewnętrzny system dbający o poczucie bezpieczeństwa nie odróżnia tego, co dzieje się aktualnie od emocji i doznań cielesnych wciąż aktywowanych w ciele i mózgu. Wszystko, co wydarza się teraz, my – a dokładniej nasz układ nerwowy – przepuszcza przez filtr przeszłości. Patrząc na traumę z poziomu neuronalnego, trudne doświadczenie rozbija nasze doznania zmysłowe na części: osobno czucie, osobno słyszenie, obraz, emocje. Niby coś czujemy, cierpimy, a jednocześnie nie potrafimy powiedzieć, co się z nami dzieje.

Badania wybitnego naukowca, Bessela van der Kolka, pokazały, że traumatyczne wspomnienia przechowywane są w prawej półkuli mózgu, a lewa – ta analityczna, językowa, sekwencyjna – jest po traumie zablokowana. To tłumaczy stan dysocjacji, utknięcie w obszarze pozawerbalnym. Trudno nam przecież mówić o tym, co czujemy, lub o tym, czego doświadczyliśmy, trudno nam określić, co wyzwala w nas teraz lęk, niepokój, czego chcemy, a czego nie, jeśli wciąż nasz układ nerwowy jest w pewnym stanie pobudzenia z przeszłości. Po traumie układ nerwowy nigdy nie odpoczywa, non stop czuwa, skanuje otoczenie, reaguje nadmiarowo na słowa, dźwięki, obrazy, zapachy, a nawet smaki.

I warto mieć świadomość, że nie jest to działanie wymierzone przeciwko nam. Wręcz przeciwnie – ma nas to zabezpieczyć przed ponownym ciosem. Oczywiście taki stan czuwania jest wyczerpujący energetycznie, kosztuje nasze ciało wiele energii. I to właśnie ta energia, która byłaby przydatna do aktywnego życia, spełniania pasji, wychowywania dzieci, podróży lub chociażby do koncentracji w pracy. To tak, jakby w naszym systemie była niezauważona przez nikogo usterka, nieszczelność, przez którą ucieka nasza życiowa energia.

Co więcej, traumie towarzyszy nie tylko utrata zaufania do ludzi, ale nawet częściej utrata zaufania do własnego ciała. Wiele mówi o tym Stephen Porges, twórca teoria poliwagalnej, który podkreśla, że znajomość fizjologii, a dokładniej neurofizjologii traumy pozwala zrozumieć co-jak-kiedy zadziało się w nas. Pozwala spojrzeć na reakcje ciała z nieco innej perspektywy: na ciało jako obrońcę, a nie zdrajcę. To istotne, choć oczywiście praca z traumą to nie praca na poziomie wiedzy, zrozumienia, intelektu.

Warto mieć świadomość, że zakłócenie równowagi pomiędzy ciałem migdałowatym, o którym sporo pisałam we wpisach o lęku, a płatami czołowymi powoduje, że wewnętrzny system tworzący poczucie “ja jestem”, czyli nasza spójna tożsamość, zostają zaburzone. Objawia się to nie tylko brakiem koncentracji, kłopotami ze snem, pobudzeniem, ale także chorobami psychosomatycznymi. Trauma, jak bardzo byśmy jej nie zepchnęli na margines świadomości, i tak przebija się do naszego życia, wpływa na podejmowane decyzje, wywołuje nagłe gwałtowne reakcje, powoduje, że nie żyjemy “swoim życiem”.

Jak w takim razie wrócić do życia?

Dróg jest sporo, wielu terapeutów traumy ma na to swoje spojrzenie i wypracowany proces wsparcia dla pacjentów, inni z kolei podążają za bieżącą potrzebą pacjenta. Osobiście, jeśli miałabym wybrać z tego gąszczu kilka wskazówek do samodzielnej pracy, to byłoby to:

  • włącz traumę w swoją historię, tzn. w procesie terapeutycznym, ale też samorozwoju, pracy warsztatowej, poznawaj siebie, czyli nie pracuj bezpośrednio z traumą, ale zajmij się sobą, swoimi bieżącymi problemami,  potrzebami i stąd czerp – krok po kroku – wiedzę o traumie, która stała się twoim udziałem. Ważne, aby trauma przestała być czarną owcą w naszej wewnętrznej rodzinie, abyśmy zaczęli ją dostrzegać.
  • przepracuj pobudzenia i blokady, które zostały w ciele i to jest już praca pozawerbalna, czyli odkładamy na bok opowieści z poziomu głowy, a zaczynamy słuchać ciała; teraz to nie my mówimy ciału “nie ma powodu do strachu, uspokój się, nie reaguj tak dziwnie”, tylko z pokorą zatrzymujemy się przy sobie, odczuciach z ciała, oddechu i słuchamy.
  • podreguluj wydzielanie i metabolizowanie hormonów stresu, unormuj poziom neuroprzekaźników, czyli wejście na ścieżkę takiego zadbania o nasz układ nerwowy, aby układ hormonalny, immunologiczny i właśnie nerwowy tworzyły zintegrowany system. Mam tutaj na myśli i dietę, i zdrowy sen, aktywność fizyczną, intelektualną – wszystko to, co na poziomie fizycznym kształtuje nasz mózg. W pracy z traumą mówi się, ze jest to szukanie i pogłębianie rezyliencji danej osoby, czyli szukanie tego, co nazywamy zasobami, a co wesprze tę osobę w radzeniu sobie ze skutkami trudnego przeżycia. Poza tym podstawą rezyliencji jest sprawny, elastyczny układ nerwowy, a początek tego to “zdrowe” neurony. Dieta, ruch, brak używek, relaks, aktywność – to wszystko ma wpływ na stan naszych neuronów.

__________

Terminy warsztatów prowadzonych przez Agnieszkę Bonar z obszaru pracy z ciałem, wewnętrznym dzieckiem i lękiem znajdziecie TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.