Kilkanaście lat temu w Instytucie Filozofii jednego z polskich uniwersytetów pojawiła się mistrzyni zen. Po jej wykładzie jeden z pracowników Instytutu zapytał: „Wszyscy tutaj czytamy teksty filozoficzne, a niektórzy z nas na dodatek muszą jeszcze takie teksty pisać. Czy z punktu widzenia praktyki zen ma to jakiś sens?” Mistrzyni odpowiedziała: „Wszystkie zadania, jakie przypadły nam w udziale, powinniśmy wykonywać z uważnością, możliwie jak najlepiej. Jeśli więc masz czytać teksty filozoficzne, to czytaj je najlepiej jak potrafisz! Jeśli masz pisać, pisz! Ale nie rób sobie złudzeń, że w jakiś szczególny sposób przybliży cię to do tego, o co chodzi w zen”.

 

Mam to szczęście (albo tego pecha 😉), że do zadań, jakie przypadły mi w udziale, należy pisanie tekstów filozoficznych. Nie robiąc więc sobie (ani Czytelnikom) złudzeń, że w jakiś szczególny sposób przybliży nas to do tego, o co chodzi w zen, napisałem krótki tekst, w którym przedstawiam kilka wątków antropologicznych wydobytych z nauczania Willigisa Jägera i Alexandra Poraja-Żakieja. Wątki te przedstawiam w postaci kilku lapidarnych tez, opatrzonych krótkim komentarzem, w którym zostają nieco rozwinięte i skonfrontowane z innymi tradycyjnymi poglądami z zakresu antropologii filozoficznej i teologicznej.

Człowiek jest jedną z wielu form przejawiania się rzeczywistości.

Rzeczywistość (to, co jest) zasadniczo stanowi dynamiczną jedność. Ta jedność przejawia się, manifestuje, realizuje w różnorodnych i zmiennych formach. Jedną z tych wielu form przejawiania się rzeczywistości jest człowiek. Człowiek nie jest oddzielony od rzeczywistości – dopóki istnieje, stanowi jej część. Człowiek nie jest też w jakiś istotny (zasadniczy) sposób różny od innych przejawów rzeczywistości, a w szczególności – od innych istot żywych.

Takie rozumienie człowieka i miejsca człowieka w rzeczywistości przeciwstawia się wszystkim tym tradycyjnym poglądom, które oddzielały człowieka od rzeczywistości (świata) czy wręcz przeciwstawiały go rzeczywistości (światu). Odrzucone zostają też tutaj wszelkie tradycyjne formy antropocentryzmu, które kazały widzieć w człowieku istotę zasadniczo różną i wyższą (lepszą) niż pozostałe elementy rzeczywistości, a w szczególności – niż wszystkie inne istoty żywe.

Człowiek jest istotą nietrwałą.

Nietrwałość jest uniwersalną cechą wszystkich konkretnych, jednostkowych przejawów rzeczywistości. Nietrwałość polega na tym, że wszystkie one powstają (pojawiają się), zmieniają się i giną (przestają istnieć). Dotyczy to również człowieka – człowieka jako gatunku i każdego pojedynczego (jednostkowego) człowieka.

Jako gatunek człowiek prawdopodobnie wyłonił się z innych istot żywych i prawdopodobnie w przyszłości podzieli ich los – ulegnie transformacji, dając początek innym gatunkom lub po prostu przestanie istnieć (wyginie). Jako jednostka człowiek tym bardziej jest istotą nietrwałą. Jego fizyczne istnienie w najbardziej sprzyjających okolicznościach mieści się w granicach około stu lat. Jego psychiczna czy umysłowa egzystencja jest jeszcze bardziej ograniczona w czasie (życie psychiczne czy umysłowe człowieka rozwija się z pewnym opóźnieniem w stosunku do jego życia organicznego, a w rezultacie np. wypadku czy choroby może też szybciej niż ono się skończyć).

Narodziny (poczęcie) i śmierć stanowią początek i kres istnienia każdego pojedynczego (jednostkowego) człowieka. Są ze sobą nierozerwalnie związane – nie ma początku bez końca, nie ma narodzin (poczęcia) bez śmierci.

Również wszelkie wytwory człowieka, jak i relacje, w których uczestniczy są nietrwałe (zmienne, przemijające).

Ale nietrwałość, którą rozpoznaje zen, ma jeszcze bardziej radykalny charakter. Nie chodzi tylko o to, że trwanie człowieka jest ograniczone w czasie (kiedyś go nie było, kiedyś go nie będzie). Charakterystyczne dla zen jest doświadczenie chwilowości istnienia, w tym – istnienia człowieka. Bieżąca chwila – teraz! – jest jedynym momentem, w którym tak naprawdę istniejemy. Wszelkie „przedtem” i wszelkie „potem” zawsze jest tylko fantazją, wyobrażeniem, czymś, czego już albo jeszcze nie ma…

Takie rozumienie człowieka przeciwstawia się wszystkim tym tradycyjnym poglądom, które głosiły nieprzemijające trwanie (eternalizm) człowieka, ludzkich relacji, instytucji czy wytworów, ale także tym poglądom, wedle których istnienie człowieka nie ma charakteru punktowego (prezentyzm), lecz rozciąga się w czasie poza punktową teraźniejszość.

Ludzkie „ja” jest złożonym, dynamicznym konstruktem.

Ludzkie „ja” jest złożonym, dynamicznym (zmiennym, nietrwałym) konstruktem, nieustannie wytwarzanym i podtrzymywanym w toku interakcji (wzajemnych oddziaływań) człowieka z jego fizycznym, biologicznym, a zwłaszcza społecznym otoczeniem. Tworzenie i podtrzymywanie tego konstruktu jest przydatne czy wręcz niezbędne w codziennym funkcjonowaniu człowieka, a zwłaszcza w jego interakcjach z innymi ludźmi. Ogranicza jednak i dzieli świadomość. Alexander Poraj-Żakiej mówi i pisze wręcz o lęku i „skurczu świadomości”, które są efektem tworzenia i podtrzymywania „ja”. „Ja”, wbrew pozorom, nie jest podmiotem i sprawcą ludzkich działań: „życie »się żyje«, toczy się, ale nie dlatego, że my tak chcemy, tylko po prostu, że tak »się dzieje«”.

Takie rozumienie człowieka przeciwstawia się tradycyjnym poglądom, które substancjalizowały ludzkie „ja” i głosiły, że jest ono trwałym i zunifikowanym (stanowiącym jedność) podmiotem wszelkich przeżyć i wszelkich działań człowieka, inicjującym te działania.

Myślenie dyskursywne jest tylko jednym z aspektów świadomości.

Myślenie dyskursywne (ujęte w słowa, polegające na ciągłym przechodzeniu od jednej wyartykułowanej w języku myśli do innej) nie obejmuje ani nie wyczerpuje całej świadomości. Jest ono jednym czy nawet głównym ze środków, poprzez które konstruowane jest (konstruuje siebie) ludzkie „ja”. Jak ujmuje to A. Poraj-Żakiej, tworzymy siebie poprzez „opowiadanie historyjek”.

Takie rozumienie człowieka przeciwstawia się tradycyjnemu logocentryzmowi i intelektualizmowi, które w rozumie (intelekcie) i w dyskursywnym, racjonalnym myśleniu (intelektualnym poznaniu) upatrywały istoty człowieka i źródła jego szczególnej wartości.

Możliwe jest świadome bycie bez identyfikowania się z myślami i konstruktem „ja”.

Celem praktyki zen (jeżeli w ogóle można tu mówić o jakimkolwiek celu) jest przejście (powrót?) do sposobu istnienia i funkcjonowania, w którym świadomość nie identyfikuje się z pojawiającymi się w niej myślami i konstruktem „ja”. Ten modus existentiae et operandi świadomości nie znosi całkowicie myślenia dyskursywnego ani konstruktu „ja”. Wszak dyskursywne myślenie oraz konstrukt „ja” są też częścią rzeczywistości i mają w rzeczywistości swoje miejsce. Jednak świadomość do nich się nie przywiązuje. W efekcie możliwe jest świadome istnienie i działanie, które nie jest skoncentrowane na efemerycznych, ulotnych myślach czy na będącym ich wytworem i równie ulotnym, efemerycznym „ja”.

To doświadczenie o tyle jednak nie jest celem praktyki zen, że celem może być tylko to, czego jeszcze nie ma, zaś ujawniająca się w tym doświadczeniu zasadnicza nietrwałość (ulotność, chwilowość) i niesubstancjalność (bezpodmiotowość, uwarunkowanie) wszystkiego zawsze już jest.

Takie rozumienie „celu” praktyki zen przeciwstawia się wszystkim tym koncepcjom, które jako ostateczny cel ludzkiego życia wskazywały tzw. „zbawienie”, a zarazem przenosiły owo „zbawienie” w jakiś transcendentny, tajemniczy wymiar, niedostępny „tu i teraz”, w którym radykalna nietrwałość i niesubstancjalność ludzkiego istnienia miałyby być jakoś przekroczone.

Niniejszy tekst jest znacznie skróconą i zmienioną wersją referatu wygłoszonego na konferencji Antropologia filozoficzno-teologiczna. Pamięci Profesora Józefa Kosiana, zorganizowanej przez Instytut Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Instytut Teologii Systematycznej Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu w dniach 30.09-02.10.2021 w Ołdrzychowicach Kłodzkich.

 

Autor

Łukasz Maskos-Nysler – od ponad 20 lat nauczyciel filozofii i etyki w jednym z wrocławskich liceów, wykładowca akademicki. Filozof, czyli miłośnik mądrości rozumianej jako sztuka życia, a nie tylko jako czysto teoretyczne, abstrakcyjne rozważania. Z zachodnich szkół filozoficznych najbliżej mu do sceptycyzmu i epikureizmu.

Prywatnie mąż Magdy i ojciec Jakuba. Mieszka 300 kroków od Centrum na Przedmieściu we Wrocławiu, gdzie od marca 2021 regularnie uczestniczy we wspólnej praktyce zazen w linii „Pusta Chmura”. Od 1991, z kilkuletnimi przerwami, ćwiczy też jogę Iyengara (od trzydziestu lat grupa dla początkujących 😉).

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *